Zwycięstwo zepsute przez kraksę – Philipsen cierpi po sukcesie Tirreno-Adriatico

Jednego dnia może zmienić się wszystko – Jak mówią Włosi, „dalle stelle alle stalle” – od gwiazdy do stajni, sygnalizując nagłą zmianę losu. Wtorek przyniósł zwycięstwo Jaspera Philipsena, ale już dzień później zmagania zaowocowały posiniaczeniem i dreszczami po upadku. Czy Belg zdoła odzyskać formę przed kolejnym etapem Tirreno-Adriatico?

Jaką różnicę robi jeden dzień, czyli jak mówią we Włoszech „dalle stelle alle stalle” – od „gwiazdy do stajni”, aby zasygnalizować nagłą zmianę losu.

We wtorek Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck) wygrał 2. etap wyścigu Tirreno-Adriatico w Follonice o kilka długości roweru, potwierdzając swój sukces z 2023 roku. 24 godziny później dotknięcie koła i dzień męki na zimnie spowodowały, że został posiniaczony i dreszcze.

Philipsen był jednym z czterech kierowców biorących udział w katastrofie. Oficjalne wyniki wykazały, że Belg, wraz z Tomem Pidcockiem (Ineos Grenadiers), Alexem Zingle (Cofidis) i Corbinem Strongiem (Israel-Premier Tech), otrzymali ten sam czas co zwycięzca etapu Phil Bauhaus (Bahrrain Victorious).

Stopniowo wznosząca się droga do wioski Gualdo Tadino była sprawdzianem dla wszystkich sprinterów i ich kolegów z drużyny. Philipsen przez długi czas był chroniony przez trzech kolegów z drużyny Alpecin-Deceuninck, ale potem zaczął cierpieć i stracił pozycję na ostatnim kilometrze. Dotknięcie kół było wówczas śmiertelne.

„Gdybym miał górne nogi, mógłbym ustawić się lepiej, ale dałem się złapać” – wyjaśnił dziennikarzom. HLN I Nieuwsblad po szybkim zejściu do autobusu swojej drużyny.

„Gdybym w tamtym momencie nadal miał najlepsze nogi, sam pojechałbym pod wiatr i zajął lepszą pozycję. Sam upadek był skutkiem mokrej nawierzchni drogi i wysiłku, aby utrzymać pozycję. Nie sądzę, żeby był kontakt, ale muszę jeszcze raz przyjrzeć się zdjęciom. Zakręt również okazał się nieco ostrzejszy, niż przewidywano.

Philipsen wstał, aby ukończyć etap, i miał tylko powierzchowne rany.

„Nawierzchnia drogi była mokra i śliska, więc nie odczuwałem nic więcej poza raną otarcia na łokciu” – powiedział, przyjmując butelkę oliwy z oliwek od młodego małżeństwa flamandzkiego mieszkającego w okolicy.

Na etapie widziano Philipsena ubranego zbyt słabo i przyznał, że podobnie jak wielu w peletonie cierpiał z powodu zimna.

„Przez cały dzień było mi zimno, to był długi i szczególnie mokry dzień na rowerze. Na początku myślałem, że przez cały dzień będzie sucho, ale w deszczu przejechaliśmy na rowerze przynajmniej sto kilometrów. Nie byłem na to specjalnie przygotowany. Do ostatniego kilometra nikt nie był w najlepszej formie.

Philipsen ma szansę powrócić do swojej najlepszej formy podczas czwartkowego etapu o długości 207 km, który odbędzie się w Giulianova na wybrzeżu Adriatyku. Etap obejmuje wczesną wspinaczkę na wysokość 1521 m, więc on i peleton będą musieli się ogrzać i ogrzać, ale finisz odpowiada sprinterom takim jak Philipsen, którzy są w stanie przetrwać podjazdy na mecie o długości 22,7 km.

„Jutro może być szansa na sprint z lekko rosnącym finiszem. Mam tylko nadzieję na suchy dzień” – powiedział.

Dodaj komentarz