Zdenek Stybar triumfuje na Mistrzostwach Świata w Táborze

. a jego decyzja o zawieszeniu kariery przełajowej po Mistrzostwach Świata budzi wiele emocji. Jakie są powody jego wyboru? Jak wpłynie to na jego dalszą karierę? Czy po latach pełnych sukcesów Štybar jest gotowy na nowy etap swojego życia? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w dalszej części naszego artykułu.

Zabieram to wszystko z powrotem do domu.

Kiedy w poniedziałkowe popołudnie Zdeněk Štybar rozmawia z Kolarstwo.info, zatrzymuje się gdzieś na niekończącej się niemieckiej autostradzie podczas długiej podróży powrotnej do Czech z poprzedniego dnia Pucharu Świata w Hoogerheide.

Štybar przemierzał takie drogi częściej, niż pamięta w swojej karierze podróżniczej: od kolarstwa przełajowego po klasykę, od rodzinnej Planá po Tour de France.

Teraz jedyną datą w jego kalendarzu są niedzielne Mistrzostwa Świata w kolarstwie przełajowym. Jego ostatnia podróż jako elitarnego sportowca to Tábor i ostateczne pożegnanie z rodziną i przyjaciółmi.

Ostateczność tej okazji jest czymś, czego do tej pory prawie udało mu się uniknąć, głównie skupiając się na najdrobniejszych szczegółach tu i teraz. Na przykład w zeszłym tygodniu wziął udział w obozie przygotowawczym na Majorce, po którym spędził kilka dni na polu golfowym Tábor z reprezentacją Czech. Pozostaje konkurentem do samego końca. Życie cywilne może poczekać do poniedziałku.

„Wiesz, jakoś nadal nie zdaję sobie z tego sprawy” – mówi Štybar Kolarstwo.info.

„W Hoogerheide, kiedy przekroczyłem linię, byłem trochę wzruszony, ale było to spowodowane tym, że wszyscy ludzie mi kibicowali. To był jeden moment, ale z drugiej strony byłem zajęty próbą znalezienia się w najlepszej możliwej formie. Jestem zbyt zajęty, aby naprawdę zdać sobie sprawę, że to koniec. Myślę, że wszystko przyjdzie później, ale teraz jestem zbyt zajęty, aby zdać sobie z tego sprawę.

Mimo to Štybar czuł się zmuszony uczcić swój ostatni wyścig Pucharu Świata w Hoogerheide.

Od wygaśnięcia kontraktu z Jayco-Alula 31 grudnia jeździ jako korsarz i znalazł przynajmniej jeden plus bycia bez wynagrodzenia. Wreszcie uwolniony od zobowiązań sponsorskich, wykorzystał miejsce na swoim zestawie, aby w niedzielę w różnych językach krzyknąć do rodziny, przyjaciół i kibiców: „Dziękuję”. Danke’a. Děkuji.

„Zawsze otrzymywałem mnóstwo chwały, ale ludzie wokół mnie nigdy nie byli obecni na zdjęciu, więc chciałem im w ten sposób podziękować” – mówi Štybar.

„I spójrzmy prawdzie w oczy, nie byłem przed nikim odpowiedzialny, jeździłem dla siebie, więc pomyślałem, że będzie to coś, co mogę zrobić, aby podziękować ludziom, którzy wspierali mnie przez całą moją karierę”.

Kontuzje i choroby sprawiły, że ostatnie trzy lata kariery Štybara zamieniły się w frustrujące powroty, a jego jedyny sezon w Jayco-Alula został przecięty na dwie części w kwietniu w wyniku operacji podwójnej tętnicy biodrowej. Choć do peletonu wrócił już w sierpniu, było już za późno na zawarcie umowy na rok 2024, choćby krótkotrwałej, jeśli chodzi o jego ukochane brukowane klasyki.

38-latek rozmawiał z czeską firmą Continental ATT na temat wystartowania w wyścigach w ich barwach w 2024 roku, chociaż na tym etapie jego rola może zostać konsultantem.

„Toczą się jeszcze rozmowy z ATT. Właściwie w tym tygodniu powinno być już wszystko gotowe i zostanie podjęta decyzja, co się wydarzy” – mówi Štybar.

W listopadzie zdał także egzamin UCI directeur sportif, co otwiera kolejną możliwą drogę, choć nic nie jest przesądzone na nadchodzące miesiące.

„Nie byłem gotowy na koniec kariery” – przyznaje. „Ale z drugiej strony może to i dobrze. Mogę się po prostu uspokoić, skupić na rodzinie, być z nią więcej, a potem rozpocząć nowy projekt, cokolwiek to będzie”.

Bębenek

Nie planował tego w ten sposób, ale przynajmniej jest pewna symetria w tym, że Štybar uchyla kurtynę przed jego karierą na najwyższym poziomie w Táborze, na polu, na którym uczył się zawodu, a później, gdzie podbił świat.

Czeskie miasto jest gospodarzem Mistrzostw Świata już po raz czwarty, a historię kolarskiego życia Štybara można zarysować przy każdym wydarzeniu.

W 2001 roku 15-letni Štybar był za młody, aby dostać się do czeskiej drużyny juniorów, ale pojechał z ojcem do południowych Czech, aby zza barierek obserwować, jak jego rodak Petr Dlask walczył z Erwinem Verveckenem i ostatecznie zdobył srebro.

„Obejrzenie tego sprawiło, że zapragnąłem wziąć udział w Mistrzostwach Świata, ale prawdopodobnie wtedy nie odważyłem się uwierzyć, że pewnego dnia mogę zostać mistrzem świata” – mówi Štybar.

„Myślę, że po prostu mierzyłem zbyt wysoko. Nie pochodzę z kolarskiej rodziny i o wszystko musiałem walczyć”.

Mimo to zdobycie przez Czechów medali wśród juniorów w ten weekend musiało być zachętą. Przecież ta rzeczywistość nie była aż tak odległa. Dwanaście miesięcy później Štybar zadebiutował w Mistrzostwach Świata w Zolder, a brązowy medal, który zdobył za Kevinem Pauwelsem w wyścigu juniorów, był jego pierwszą wizytówką na poziomie międzynarodowym.

Kiedy w listopadzie Štybar przemierzał pole golfowe Zolder w Superprestige, zauważył, że się uśmiecha.

„Pomyślałem o tym i zdałem sobie sprawę, do cholery, pierwszy raz przechodziłem tędy 22 lata temu…” – śmieje się.

Choć Štybar był zaledwie początkującym uczniem podczas swojego pierwszego występu na Mistrzostwach Świata jako junior, był już mistrzem w swoim rzemiośle, zanim impreza powróciła do Táboru w 2010 roku.

Po zdobyciu kolejnych srebrnych medali elity za Larsem Boomem i Nielsem Albertem Štybar miał 25 lat i był gotowy na zwycięstwo. Nawet przebita opona na pierwszym okrążeniu nie była w stanie przyćmić palącego poczucia przeznaczenia, jakie żywił w związku z tym wyścigiem. Samotnie odniósł spektakularne zwycięstwo i został drugim po Radomírze Šimůnku mistrzem Czech w 1991 roku.

„Doskonale znałem trasy. Na każdym zakręcie wiedziałem dokładnie, na jakim sprzęcie będę jeździć i byłem gotowy na każdy scenariusz” – wspomina.

„Kiedy złapałem gumę na pierwszym okrążeniu, byłem na to psychicznie gotowy, po prostu zmieniłem motocykl i zacząłem od nowa.

„To było prawdopodobnie najpiękniejsze zwycięstwo. I oczywiście zmieniło moją karierę. Potem wszystko było w jakiś sposób łatwiejsze. Drzwi były trochę szerzej otwarte niż wtedy, gdy byłem kolarzem z Czech przyjeżdżającym do Belgii. Kiedy jesteś mistrzem świata , to zmienia coś w Twoim życiu.”

Do roku 2015, kiedy Tábor ponownie był gospodarzem Mistrzostw, wiele zmieniło się w życiu Štybara.

Zdobył jeszcze dwie tęczowe koszulki w Sankt Wendel i Hoogerheide, a po podpisaniu kontraktu z QuickStep w 2012 roku zdecydowanie przesunął punkt ciężkości swojej kariery z kolarstwa przełajowego na szosę. Gdy zbliżał się jego czwarty sezon w zespole, Štybar był teraz niezbędny do całą operację na bruku.

Po ciężkim wypadku na trasie Eneco Tour w sierpniu poprzedniego roku, a następnie kontuzji barku podczas coraz rzadszej wycieczki przełajowej w Ardooie wcześniej tej zimy, Štybar zdecydował się przeczekać swoje domowe Mistrzostwa, aby upewnić się, że jest gotowy na sezon szosowy. Z pewnością podjął tę decyzję po delikatnych namowach kierownictwa QuickStep, ale Štybar nie żałuje.

„To było bardzo trudne, ale wiedziałem też, że w tamtym roku nie pasowało to do programu. Wiosnę miałem naprawdę dobrą, wygrałem Strade Bianche i byłem drugi w Paris-Roubaix, a później wygrałem etapem Touru, więc była to słuszna decyzja” – mówi Štybar.

„Wtedy zespoły nie odważyły ​​się zaproponować programu obejmującego przejażdżkę przełajową, a następnie przejście od razu do klasyki. W tamtym czasie nikt tak naprawdę nie wyobrażał sobie pominięcia Tirreno lub Paryż-Nicea. Myślę więc, że zespół również powiedział „Wygrałeś to trzy razy, więc może teraz czas skupić się na szosie”.

Van der Poela

Podczas swojej pracy w QuickStep Štybar ograniczył się do przelotnych epizodów w dyscyplinie, która go wykształciła, mimo że jego trzeci tytuł mistrza świata w 2014 roku stanowczo sugerował, że jazda na rowerze przełajowym i pogoń za klasyką nie wykluczają się wzajemnie.

Tej zimy Štybar wkroczył na scenę kolarstwa przełajowego z pewnym sukcesem w okresie świątecznym, a następnie wrócił, by zdobyć tęczową koszulkę tuż przed sezonem szosowym.

Z perspektywy czasu Štybar nieświadomie stworzył wstępny szkic szablonu, który miał posłużyć Mathieu van der Poelowi i Woutowi van Aertowi tak dobrze, gdy wyszli na ulicę, ale Czech nigdy więcej nie podążał tą drogą z prawdziwym zamiarem.

Štybar jest przekonany, że istnieją ograniczenia co do liczby terminów przełajowych, które kolarz szosowy może w rozsądny sposób wpisać do swojego kalendarza.

Wskazuje, jak Van Aert i Tom Pidcock ograniczyli tej zimy swoje zobowiązania związane z kolarstwem przełajowym, a Van der Poel zasugerował nawet, że niedzielne Mistrzostwa Świata mogą być jego ostatnimi na jakiś czas.

„Kolarstwo szosowe jest na tak wysokim poziomie, więc jeśli naprawdę chcesz osiągać sukcesy i ścigać się z najlepszymi, to sezon jest zbyt blisko i kosztuje dużo energii, szczególnie mentalnej” – mówi Štybar.

„Zdecydowanie jestem zwolennikiem uprawiania kolarstwa przełajowego i może być świetnym sposobem na przełamanie zimy, ale musi to być dodatek do treningu szosowego. Za każdym razem, gdy bierzesz udział w wyścigu przełajowym, pomijasz niewielką część przygotowań na sezon drogowy.

„Jeśli naprawdę chcesz być na najwyższym poziomie wiosną, musisz pominąć niektóre wyścigi. W pewnym momencie musisz zdecydować, czego naprawdę chcesz, bo jeśli brakuje ci choćby trochę, nawet 1%, może Cię to kosztować na drodze.”

Pod nieobecność Van Aerta i Pidcocka, którzy już skupili się na sezonach szosowych, Van der Poel jest zdecydowanym faworytem do zwycięstwa w Táborze, a Štybar nie widzi nikogo, kto mógłby w niedzielę odmówić Holenderowi szóstego tytułu mistrza świata.

„Nie, nie sądzę, że ktokolwiek jest w stanie go pokonać, nie ma mowy” – mówi. „Nawet jeśli ma problemy mechaniczne, może nadrobić minutową różnicę na tej trasie”.

A mimo to nie ma Štybara, który mógłby nadrobić zaległości.

„Nadal dążę do tego, naprawdę chcę wygrać” – mówi, nawet jeśli logika podpowiada inaczej. W tej chwili nawet miejsce na podium jest z pewnością poza jego zasięgiem, ale pokonywanie niemożliwych szans zawsze było nieodłączną częścią atrakcyjności tego sportu. Cokolwiek się stanie, jeszcze dziewięć razy przejedzie słynnym starym torem w Táborze. Nie zna innego sposobu.

„Jestem w całkiem dobrej formie, ale wiem, że nie mogę zmienić nadwozia z szosowego na wybuchowe w kolarstwie przełajowym” – mówi Štybar.

„Nie chcę powiedzieć, że będę zadowolony tylko z miejsca w pierwszej dziesiątce, ale tak naprawdę nie ma znaczenia, czy będę 10., 15. czy 20. To po prostu bardziej kwestia mojego umysłu.

„Chcę po prostu zatrzymać się z poczuciem, że zrobiłem wszystko. Chcę pokazać, że byłem profesjonalny, zmotywowany i sprawiało mi to radość, aż do samego końca”.

Dodaj komentarz