Zaskakująca odmiana: Giro d’Italia stawia na mniej – Analiza

Wyspiarzu kolejnym krokiem jest kliknięcie na link i przeczytanie reszty artykułu, ponieważ trasa Giro d’Italia 2024 obiecuje być inna od poprzednich edycji. Dyrektor wyścigu, Mauro Vegni, postanowił rozłożyć kluczowe etapy na cały wyścig, a liczba trudnych podjazdów została znacznie zmniejszona. Nie można więc przegapić tej zmiany, która może zachęcić najlepszych kolarzy świata, takich jak Tadej Pogačar, do podjęcia podwójnego wyzwania Giro-Tour.

Było jasne, że coś musi się zmienić. Ostatnie dwie edycje Giro d’Italia przyniosły późne zwroty akcji na przedostatnim etapie, ale za żadnym razem dramatyczne rozwiązanie nie wydawało się odpowiednią zapłatą za długie oczekiwanie, które je poprzedziło.

Ostatni tydzień Giro zawsze był gospodarzem najbardziej wymagających etapów – na przykład Fausto Coppi i Hugo Koblet na Stelvio w 1953 roku lub upadek Alexa Zülle kosztem Marco Pantaniego w 1998 roku. Ale w ostatnich latach trudno było uciec od poczucia, że coraz bardziej obciążony wyścig traci równowagę.

Wciśnięcie najtrudniejszych podjazdów w ostatnie dni było jednym ze sposobów na zagwarantowanie napięcia w głębi Giro, ale był to akt inżynierii z oczywistą wadą konstrukcyjną. Sama trudność trzeciego tygodnia sprawiała, że zawodnicy walczący w klasyfikacji generalnej ze zrozumiałych względów niechętnie przechodzili do ofensywy na wcześniejszych etapach wyścigu.

Pierwsze dwie trzecie Giro, z wyjątkiem okazjonalnej jazdy na czas lub finiszu na wzgórzu, stało się ćwiczeniem w oszczędzaniu energii dla zawodników klasyfikacji generalnej. Wystarczy wspomnieć impas na Gran Sasso d’Italia w 2023 r. lub inercję drugiego tygodnia wyścigu, w którym różnice między ewentualnymi finiszującymi na podium Geraintem Thomasem (Ineos Grenadiers), Primozem Roglicem (Jumbo-Visma) i João Almeidą (UAE Team Emirates) nie zmieniły się nawet o sekundę. I nawet w samym trzecim tygodniu, ciąg imponujących górskich przełęczy często bardziej hamował ataki niż je inspirował.

Trasa Giro 2024, zaprezentowana w piątkowy wieczór w Trydencie, oznacza zmianę w stosunku do ostatnich edycji, a dyrektor Mauro Vegni stara się rozłożyć kluczowe etapy na cały wyścig, zamiast gromadzić je w ostatnim tygodniu, a ogólna liczba wspinaczek również została znacznie zmniejszona.

„Taki był zamiar” – przyznał Vegni. „W przeszłości widzieliśmy, że tak trudny ostatni tydzień nie pozwalał kolarzom w pełni wyrazić siebie w pierwszych dwóch tygodniach, więc staraliśmy się stworzyć trasę, która ma podjazdy od pierwszego tygodnia, a także zawiera łatwiejsze do pokonania podjazdy w trzecim tygodniu. W sumie mamy około 20% mniej podjazdów niż w maju ubiegłego roku”.

W 2023 r. na trasie Giro było około 51 300 m przewyższenia. W maju przyszłego roku będzie „tylko” 42 900 m wspinaczki na 3 321 km wyścigu. W 2023 r. ostatni tydzień obejmował dwa etapy z ponad 5000 m przewyższenia i jeden z nieco poniżej 4000 m, nie wspominając o ciężkiej górskiej jeździe na czas.

Ostatni tydzień w 2024 roku jest oczywiście nadal trudny, z trzema dniami obejmującymi ponad 4000 m wspinaczki, ale ostatni szczyt kończy się na Passo Brocon na 17. etapie. Vegni bez wątpienia ma nadzieję, że trudny etap 19 do Sappada i podwójne podjazdy na Monte Grappa na etapie 20 zapewnią pole do inwencji, a także zwykły test wytrzymałości.

Szybki start

W konstrukcji trasy Giro było już wiele inwencji, w tym skalkulowane przez Vegniego ryzyko włączenia finiszu na szczycie już w pierwszy weekend, z wyścigiem wspinającym się na Oropę na 2. etapie. Po 24 godzinach od wybuchowego etapu otwierającego wokół Turynu, podjazd z pewnością wywoła selekcję, ale mimo całej tajemniczości triumfu Pantaniego w 1999 roku, jego zbocza nie powinny wywołać przepaści nie do pokonania wśród mężczyzn z planami na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.

Urozmaicenie, które nastąpi w początkowej fazie wyścigu, może działać jako zabezpieczenie, począwszy od wypadu na szutrowe drogi na 6. etapie do Rapolano Terme, który oferuje raczej smak Strade Bianche niż pełną próbę powtórzenia wyścigu. Grupa zmierzy się tutaj z 12 km szutru, a nie 35 km, które napotkała na trasie do Montalcino w 2021 roku. „To odpowiednia ilość na pierwszy tydzień” – podkreślił Vegni.

Dopiero okaże się, czy Vegni uwzględnił odpowiednią ilość prób czasowych na swojej trasie, a wiele będzie oczywiście zależeć od tego, kto ostatecznie wystartuje w Venaria Reale. Rok temu RCS Sport umieścił na trasie około 70-kilometrową próbę czasową, by zachęcić Remco Evenepoela do wzięcia udziału w wyścigu, a i tutaj nie zabraknie atrakcji dla zawodników, począwszy od 37,2-kilometrowej próby do Perugii na 7. etapie.

Płaska i szybka jazda na czas do Desenzano del Garda na 14. etapie zwiększa łączny dystans do 68 km, co samo w sobie jest kolejnym wkalkulowanym rodzajem ryzyka. Weźmy na przykład pod uwagę szkody, jakie Jonas Vingegaard wyrządził na Tour de France 2024 podczas krótkiej jazdy na czas do Combloux. Vegni może być jednak pokrzepiony doświadczeniem z 2017 r., w którym Tom Dumoulin zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej w jeździe na czas w Montefalco, nie pozbawiając wyścigu napięcia.

A jednak, mimo że jest to „lżejsze” Giro niż te z niedawnej przeszłości, góry ponownie powinny być ostatecznym arbitrem. Celem trasy, jak zasugerował Vegni, jest wczesne i częste wyciągnięcie z ukrycia liderów klasyfikacji generalnej. W tym świetle, 9. etap do Prati di Tivo wydaje się oferować więcej odskoczni dla atakujących niż w 2023 r., kiedy to czołówka wjechała na Gran Sasso d’Italia.

Wspomniana wcześniej jazda na czas nad jeziorem Garda oznacza, że drugi tydzień z pewnością przyniesie rozstrzygnięcia wśród pretendentów do maglia rosa, ale finisz na szczycie Bocca della Selva na 10. etapie i oczywiście tappone do Livigno na 15. etapie powinny również sprowokować rodzaj separacji, której tak brakowało w środkowym tygodniu ubiegłego roku.

Skrócony ostatni tydzień nadal będzie obfitował w wiele typowych szczytów, w tym Stelvio – oczywiście przy sprzyjających warunkach pogodowych na Cima Coppi – oraz dwa finisze na Monte Pana i Passo Brocon. Płaska trasa do Padwy oferuje odrobinę wytchnienia, a podjazd do Sappada na 19. etapie rozbudza intrygi, podczas gdy podwójna wspinaczka na Monte Grappa wciąż zapewnia pole do dramatów przedostatniego dnia.

Pogačar

Bardziej zrównoważona trasa na 2024 r. to jednak nie tylko próba rozłożenia kluczowych momentów na całe Giro, zamiast gromadzenia ich w ostatnich dniach. Jest to również próba przekonania najlepszych kolarzy na świecie – przede wszystkim Tadeja Pogacara – do podjęcia próby podwójnego Giro-Tour. Lub, jak Tuttobici’tak brzmiał nagłówek po prezentacji: „Tak, ale kto jeździ?”.

Współczesne Giro mocno opierało się na swoim sloganie jako „najtrudniejszy wyścig w najpiękniejszym miejscu na świecie” i często nie bez powodu. Na przykład w latach 2014-2018 wyścig cieszył się niezwykłą sekwencją edycji, a Giro rutynowo przewyższało Tour pod względem emocji i intryg.

W ciągu ostatnich pięciu lat Giro miało jednak trudności z przekonaniem kolarzy do zalet ścigania się w tandemie z Tourem. Alberto Contador (2015 r.) i Chris Froome (2018 r.) byli ostatnimi zwycięzcami Giro, którzy pojechali w Tour, a obaj mężczyźni zostali pozostawieni w lipcu po tym, jak ich wysiłki w corsa rosa wyczerpały ich rezerwy.

Vegni wiedział, że jeśli chce przekonać Pogačara – lub Evenepoela (Soudal-QuickStep), Jonasa Vingegaarda (Jumbo-Visma) i broniącego tytułu Primoza Roglica – do udziału w Giro 2024, będzie musiał odpowiednio dostosować wymagania swojego wyścigu. Piątkowa prezentacja była tylko jednym z kroków w trwającym procesie dyplomatycznym. „Pracujemy nad tym” – powiedział Vegni zapytany o prawdopodobną listę startową.