Vingegaard ujawnia szczegóły nieobecności na teście antydopingowym.

Jonas Vingegaard ujawnił opuszczenie testu antydopingowego, rzucając światło na kwestię przeciwdziałania dopingowi w kolarstwie. W sporcie narasta dyskusja na temat klątwy przeszłości, jednocześnie spoglądając w przyszłość transparentności i uczciwego rywalizowania. Czytaj dalej, by poznać szczegóły tego kontrowersyjnego wyznania i jego konsekwencje dla peletonu.

Jonas Vingegaard ujawnił, że ma na swoim koncie opuszczenie testu antydopingowego, mówiąc, że „zdecydowanie myślę o tym później, aby mieć pewność, że to się więcej nie powtórzy”.

Dwukrotny zwycięzca Tour de France obszernie opowiedział o historii kolarstwa, przeciwdziałaniu dopingowi i testom w wywiadzie dla duńskiej gazety Ekstra Bladet. Powiedział, że „to wstyd”, że sport cierpi z powodu licznych skandalów dopingowych z przeszłości, jednocześnie potwierdzając toczącą się sprawę kolegi z drużyny Jumbo-Visma, Michela Hessmanna.

Mówiąc o opuszczeniu egzaminu, który jego zdaniem miał miejsce w 2019 r., Vingegaard opowiedział o okolicznościach, które do tego doprowadziły, zauważając jednocześnie, że w sezonie 2023 był poddawany testom około 60–70 razy.

„Zostawiłem telefon komórkowy w kuchni, a potem przestał działać dzwonek do drzwi. Próbowali się do mnie dodzwonić i było jasne, że nie można odebrać” – powiedział. Ekstra Bladet. „Oczywiście, to nie jest fajne. Ale przyszli dwa dni później.

„Zostaniesz tam przebadany, ale oczywiście nie jest miło, gdy wisi nad tobą nieobecny test. Zdecydowanie myślę o tym później, aby mieć pewność, że to się więcej nie powtórzy.

„Nie sądzę, żeby to było takie trudne” – dodał, odnosząc się do przestrzegania systemu lokalizacji, w którym pasażerowie muszą podawać codzienne przedziały czasowe, aby móc testować. „Zawsze trzeba o tym pamiętać. To kłopot, ale kiedy jestem po prostu w domu, nie jest to takie trudne”.

Vingegaard stwierdził, że zwiększona liczba testów we współczesnym kolarstwie to „dobra rzecz”. Zauważył jednak, że jeźdźcy twierdzą, że zawsze testują z ujemnym wynikiem „puste pierścienie”, biorąc pod uwagę, że te same twierdzenia formułowano w latach 90. i 2000. XX w., napędzanych EPO.

„Dobrze jest się cały czas poddawać testom. W pewnym sensie to pomaga. Wszystkie Twoje testy dają wynik negatywny, ale w pewnym sensie to brzmi pusto, ponieważ 20 lat temu oni też byli testowani” – powiedział.

„W jakiś sposób kolarze nadal potrafią oszukiwać, więc nie chcę po prostu mówić – jak to robili za dawnych czasów – że jestem kolarzem, który jest najczęściej testowany. Nie mam pozytywnych testów. Oni coś wtedy zrobili i ludzie na pewno uwierzą, że kolarze zrobią to ponownie”.

Vingegaard mówił także o Michelu Hessmannie, niemieckim kolarzu, któremu grozi do czterech lat zakazu uprawiania sportu po pozytywnym wyniku testu na obecność leku moczopędnego przeprowadzonego w czerwcu poza zawodami.

„Nie wiem, jak to dostało się do jego organizmu” – powiedział. „Ale myślę, że największą obawą każdego rowerzysty jest to, że zarazka może zarazić się jakimś jedzeniem lub czymś, co zjesz, i w ten sposób pozytywny wynik testu, mimo że nie miałeś zamiaru, będzie oszukiwaniem, a mimo to przedostanie się to do organizmu”.

Hessmannowi grozi długa przerwa w ściganiu się po tym, jak na początku tego miesiąca jego próbka B dała wynik pozytywny. Jeśli udowodni, że uzyskał pozytywny wynik testu z powodu skażonego suplementu lub żywności, potencjalny czteroletni zakaz może zostać skrócony do dwóch lat.

Jego zespół zobowiązał się „sami spojrzeć w lustro – czy robimy wszystko dobrze?” w następstwie sprawy.

Przypadek 22-latka to jeden z uderzająco niewielu pozytywów, które pojawiają się obecnie na najwyższym poziomie kolarstwa. Listy tymczasowych zawieszeń i sankcji UCI są wypełnione mniej znanymi zawodnikami z niższych szczebli tego sportu w Azji, Ameryce Południowej i Portugalii, którzy mają pozytywny wynik testów na obecność EPO i sterydów.

Kolarstwo na poziomie WorldTour wydaje się zatem czystsze niż kiedykolwiek, przy mniejszej liczbie przypadków dopingu i pozytywnych testach, co skandalizuje samą elitę tego sportu.

„Myślę, że to wstyd, że cierpimy z powodu tego, co wydarzyło się 20–30 lat temu” – powiedział Vingegaard.

„Nie chcę tego ukrywać, ale ponieważ to się wydarzyło, nadal uważam, że ważne jest, aby rozmawiać o przeszłości. Bo jeśli po prostu zamiatasz sprawę pod dywan, jasne jest, że ludzi może nadal nie przejmować się tym, że wszyscy oszukują.

„Myślę, że jeśli o tym porozmawiasz, jest większa szansa, że ​​nie oszukasz. Może jest to sposób na zapobiegnięcie takim wydarzeniom w przyszłości.

„Ja nic nie biorę i nie sądzę, że reszta peletonu też to zrobi. Ponieważ mogę dwukrotnie wygrać Tour de France, nic nie zabierając, uważam też, że wszyscy inni też nic nie biorą”.

Dodaj komentarz