Quinn Simmons o kontuzji i potencjale w 2024 roku

Skrzydeł legendy – historia Quinna Simmonsa, młodego kolarza z USA, zaczyna się od złotego medalu mistrza świata juniorów, łącznie z ciężką pracą, presją i niepowodzeniami, które stawiają pod znakiem zapytania talent kontra oczekiwania. Czy zdoła ostatecznie sięgnąć gwiazdy, czy zostanie zepchnięty przez młodszych kolegów? To wszystko i więcej w nadchodzącym sezonie WorldTour, w którym Simmons będzie walczyć o swoje miejsce w peletonie.

Tour Down Under to oficjalny początek piątego sezonu WorldTour dla młodego Amerykanina Quinna Simmonsa, ale także pięć lat od chwili, gdy został on mistrzem świata juniorów w szosowym hrabstwie Yorkshire.

W miarę jak mijały sezony, a zwycięstwa nie pojawiały się od ukoronowania sezonu 2019, nawet sam Simmons zaczął wątpić, czy ten rok będzie „ten’ rok, w którym wspiął się na szczyt. To pytanie tylko jeszcze bardziej podkreśla presję wywieraną na 22-latka, aby wystąpił w obecnym peletonie, podczas gdy wyścigi Monuments i Grand Tours są teraz wyśmiewane jego kolegom poniżej 25. roku życia.

Przemawiając na grudniowym obozie treningowym Lidl-Trek w Calpe, Simmons był spokojny, czy kiedykolwiek dotrzyma obietnicy, że zostanie mistrzem świata juniorów, który nie mógłby mocniej biec po ziemi, zdobywając tęczową koszulkę.

„To trochę tak, jakby wszystkie inne supertalenty być może zdały sobie sprawę z tego supertalentu, a ja jeszcze tego nie zrobiłem” – powiedział Simmons Wiadomości rowerowe.

„Ale niezależnie od tego, czy zajmie mi to jeszcze dwa lata, czy zajmie mi to jeszcze cztery lata, czy też nigdy się nie stanie, dla mnie to pogoń, treningi i ciężka praca to, co lubię.

„Może w tym roku przeżyję idealną zimę i zrobię coś szalonego, tak jak robili inni goście, i to będzie niesamowity sezon. A może podejdę o krok bliżej niż w zeszłym roku i i tak będzie to sukces. Naprawdę chcę po prostu przeżyć cały rok i nie dopuścić do niczego złego”.

Niesamowite wyczyny, których dokonali „ci inni goście”, mogą odnosić się do kilku ostatnich osiągnięć, takich jak wygranie przez Tadej Pogačara pięciu pomników i dwóch Tour de France w wieku 26 lat czy Remco Evenepoela – mistrzowi świata juniorów Simmonsowi, który odniósł sukces – start w wyścigu szosowym seniorów i tytuły w jeździe na czas obok zwycięzcy Vuelta a España w wieku zaledwie 23 lat.

Obaj w wieku 19 lat byli geniuszami, a teraz osiągnęli szczyt w tym sporcie. Simmons zachował się tak samo, ale swoją pracą może pochwalić się tylko czterema zwycięstwami w zawodach zawodowych. Ale czy w ogóle pytanie powinno brzmieć: dlaczego tak się stało? A może te pokoleniowe supertalenty wypaczyły oczekiwania zarówno fanów, jak i samych zawodników?

„Mam 22 lata i już dwukrotnie dostałem się do drużyny Tour de France i dobrze, ukończyłem tylko jeden, ale zasadniczo mam już na swoim koncie dwa występy w Tour de France. Jeszcze trzy lata temu byłoby to ogromne osiągnięcie. A teraz przez tych innych facetów wyglądam jak gówno” – śmieje się Simmons.

Od czasu do czasu pojawiają się jednak przypomnienia o młodym jeźdźcu, który triumfował w Harrogate. Strade Bianche w 2021 r., gdzie był neoprofesjonalną anomalią w czołowej grupie gwiazd wielkich pieniędzy, w tym Mathieu van der Poela, Juliana Alaphilippe, Wouta van Aerta, Toma Pidcocka i Egana Bernala. Tak było, dopóki nie przebił opony, po czym wypadł z rywalizacji.

„Myślę, że kiedy ludzie pytali mnie o wyścig, którego najbardziej żałuję, do dziś to właśnie ten. Tego dnia miałem coś w nogach, czego nie udało mi się ponownie odtworzyć” – powiedział Simmons. „Ale wiesz, tak właśnie działa ten sport dla wszystkich”.

Simmons ma czas po swojej stronie, zwłaszcza odkąd przedłużył współpracę z Lidl-Trek co najmniej do 2026 roku. Amerykański skład potwierdził swój nowy kontrakt w sierpniu, zaledwie dwa miesiące po tym, jak sam Simmons powiedział, że wygranie Mistrzostw Krajowych „mogło uratować moją karierę”.

Od dumy po ból na Tour de France

Pewnego dnia w 2023 roku, w którym z pewnością odnalazł tę formę, były Mistrzostwa Ameryki w Knoxville, gdzie dodał tytuł w seniorach do tego, który zdobył jako junior, po tym jak rzucił towarzysza ucieczki Tylera Williamsa, aby samotnie przekroczyć linię.

Z gwiazdami i paskami na plecach Simmons udał się na swój drugi występ w Tour de France. Pomysł był taki, że skupi się na scenach Lidl-Trek i po raz pierwszy od czasów George’a Hincapiego pod koniec XXI wieku pochwali się amerykańską flagą w La Grand Boucle.

„To szaleństwo. Byłem bardzo dumny, że mogę nosić koszulkę narodową podczas Tour de France, ponieważ – być może będziesz musiał to sprawdzić – ale myślę, że od czasów Hincapiego minęło może 15 (wyd. 16) lat lub coś takiego (minęło) od Jako ostatni na trasie brał udział amerykański mistrz narodowy” – powiedział Simmons.

„Aby móc mieć flagę na plecach i wziąć udział w największym wyścigu na świecie oraz pojechać na nim 4 lipca (lipca), chciałem móc to zrobić chociaż raz w swojej karierze. I na szczęście nadszedł.”

Patriotyczna bajka Simmonsa nie trwała jednak długo, ponieważ jego trasa została storpedowana przez mocny wypadek na 5. etapie, w wyniku którego jego ukochany Stars and Stripes został rozdarty, a on sam zakrwawiony, zabandażowany i – chociaż nie było to wówczas powszechnie znane – doznał paskudnego wstrząśnienia mózgu. Przed etapem 9 poddał się.

„W każdym innym wyścigu zatrzymałbym go (wcześniej). Nawet nie wróciłbym na rower, bo wiadomo, kiedy jest zły” – powiedział Simmons.

„Jest duża presja, niekoniecznie ze strony zespołu, ale ze strony mnie. Tylko dlatego, że budujesz na potrzeby tego wyścigu przez osiem miesięcy, a potem dodajesz do tego wszystkie dodatkowe rzeczy, to sprawia, że ​​chcesz jechać dalej”.

Zapytany, czy radzi sobie z rozczarowaniem związanym z koniecznością wcześniejszej rezygnacji ze swojego celu, Simmons odpowiedział: „Myślę, że szczerze mówiąc, tak naprawdę nie zrobiłem tego”.

„Po tym bardzo się załamałem i miałem też wstrząśnienie mózgu, więc to nie pomaga w regulacji emocjonalnej, kiedy już jesteś całkowicie nieprzytomny. Pojechałem do Girony, gdzie mam miejsce na sezon, ale wciąż myślałem, że wyzdrowieję i będę ścigał się na Mistrzostwach Świata. Ale będąc tam, stawało się coraz bardziej oczywiste, jak poważny był wstrząśnienie mózgu.

Simmons zdecydował się wówczas polecieć do domu, aby odwiedzić lekarzy w USA i spędzić czas z rodziną, ale czas, w którym nie mógł jeździć na rowerze, pogrążył go w dość ciemnym miejscu.

„Nadal myślałem: «OK, jutro mogę zacząć trenować», a jutro zamieniło się w pięć tygodni prób powrotu na rower, ale to nie dawało żadnego efektu” – powiedział Simmons.

„Wszystko, co robię dla zabawy, czy to jazda na nartach, bieganie po górach, czy jazda na rowerze, jest ćwiczeniem. Potem, gdy nagle nie można tego zrobić – po prostu usiadłem na kanapie i jadłem. Było mi naprawdę źle.”

Mistrz Ameryki próbował wrócić we wrześniu na wyścig Cro Race, ale nadal nie spisał się dobrze i został wycofany przez zespół. Binche-Chimay-Binche był ostatnim wyścigiem, w którym wystartował w sezonie, który rozpoczął się znakomicie od jego solowego zwycięstwa na torze wyścigowym w San Juan, ale ostatecznie został zrujnowany przez zły los.

Preludium do pytania o to, jak trudny to był sezon, Simmons przerwał: „To było gówno. Nie musimy udawać, że tak nie było.”

„Na pewno było kilka pozytywów. Zaczęło się dobrze, tak, w San Juan. Zawsze chciałem wygrać wyścig w tym stylu, atakując w końcówce. W takim razie nie mogę zbytnio narzekać, mając na ramionach koszulkę narodową. Ale poza tymi dwoma możemy to nazwać gównem” – podsumował.

16 stycznia Simmons zrestartuje swoje ambicje związane z chwałą w WorldTour, ścigając się po raz pierwszy w swojej karierze w Tour Down Under. Stamtąd uda się do Nowego Meksyku na obóz wysokościowy, a następnie obierze za cel Strade Bianche i sceny w Tirreno-Adriatico.

Następnie stanie się częścią silnego kontyngentu Lidl-Trek podczas zawodów Ardennes Classics, gdzie powinien otrzymać swobodę ataku, podczas gdy Mattias Skjelmose i Andrea Bagioli czekają na skrzydłach, aby śledzić ruchy.

Na razie żadne miejsce na Tour de France nie jest gwarantowane. Amerykanin będzie jednak miał nadzieję obronić swój tytuł mistrza kraju, a następnie uda się do Criterium du Dauphiné, gdzie będzie musiał zdobyć miejsce w zgranej drużynie Lidl-Trek, która będzie pracować na trasie Tour, aby obaj Mads Pedersen mieli ambicje zwycięstw etapowych, oraz wyzwanie GC Tao Geoghegana Harta.

Durango na szczycie i olimpijski sen

Simmons może i jest o siedem lat młodszy, ale początki podobne do nowego mistrza Hiszpanii Vuelty, Seppa Kussa, co inny mieszkaniec Durango w Kolorado. Ich ścieżki nie skrzyżowały się podczas podróży do WorldTour, a Kuss przeprowadził się do Europy, zanim Simmons pojawił się na scenie, ale tę parę – wraz z bratem Simmonsa – łączy agent i miłość do tego regionu.

„Dla mnie to było szaleństwo. Zwycięzca American Grand Tour – tak, racja, nie spierdalaj” – powiedział z podziwem Simmons. „A bycie chłopcem z Durango i wiedza, kim jest jako osoba i jak tego dokonał, jest od jakiegoś czasu najbardziej imponującym osiągnięciem amerykańskiego kolarstwa”.

Kuss został pierwszym Amerykaninem, który wygrał Grand Tour, odkąd Chris Horner wygrał Vueltę dziesięć lat przed nim. Jednak wartość triumfu Kussa nie tylko posłużyła jako inspiracja, ale zdobyte przez niego punkty oznaczały także, że USA zakwalifikowały się do trzech miejsc na przyszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu.

„Dzięki Seppowi, po raz pierwszy od długiego czasu, wybieramy trzech zawodników. Myślę, że to całkiem fajny tor i mógłby być dla mnie całkiem dobrą sytuacją w wyścigu. Mamy prawdopodobnie czterech lub pięciu naprawdę dobrych zawodników, zależnie od tego, który z nich trzy, które wyślemy, będą świetne” – powiedział Simmons.

„Wcześniej wiele razy Stany Zjednoczone wysyłały niemal komunikaty w stylu: «Hej, twoja kariera się skończyła, oto twój prezent, przejdź do umowy na wzór igrzysk olimpijskich». Ale teraz nieważne kto, czy to ja, czy trzech innych chłopaków, myślę, że będziemy mieli super dobry zespół. Mam tylko nadzieję, że to ja noszę koszulkę.

„Wolę dostać się do konkurencyjnego zespołu, niż zostać utalentowanym zawodnikiem. Myślę więc, że niezależnie od tej trójki, każdy zasłuży na swoje miejsce i myślę, że tak właśnie powinno być.

Simmons będzie miał zaciętą konkurencję o miejsce na igrzyskach olimpijskich ze strony takich zawodników jak Matteo Jorgenson, Magnus Sheffield, Brandon McNulty i Nielsen Powless, żeby wymienić tylko kilku, ale przebieg na papierze będzie mu odpowiadał w najlepszym wydaniu. Pytanie tylko, czy uda mu się w końcu utrzymać ten poziom w 2024 roku i w pełni wykorzystać swój potencjał.

Dodaj komentarz