Pogacar makes history at Strade Bianche race.

Tadej Pogačar, niesamowicie triumfując na 81-kilometrowym etapie, uczynił Strade Bianche pomnikiem kolarskiej historii. Jego samodzielny atak nie tylko zdobył prestiż dla jego palmares, ale również dodatkowego uroku dla włoskiego wyścigu. Jak zdołał osiągnąć taki spektakularny sukces? Czytaj dalej, by poznać kulisy tego emocjonującego zwycięstwa.

Tadej Pogačar podniósł Strade Bianche do statusu pomnika, wygrywając samodzielnym atakiem na dystansie 81 km, dodając prestiżu swoim palmares i włoskiemu wyścigowi, a wszystko to przy dobrej zabawie, zgodnie z obietnicą.

Zawodnik Zjednoczonych Emiratów Arabskich uśmiechnął się do fotografów na szczycie podjazdu Via Santa Caterina po tym, jak wcześniej przybił piątkę swojemu byłemu trenerowi w tym samym miejscu, w którym dwa lata temu zwyciężył. Później podzielił się swoim sukcesem także ze swoją partnerką Uršką Zigart, całując się do mety i przyznając, że bez jej wsparcia nie odniósłby sukcesu.

Pogačar był być może zmęczony swoim wyczynem, ale po wyścigu nadal się uśmiechał i nadal cieszył się każdą chwilą. Czy trzeba być szalonym, żeby atakować na 81 km przed metą, ktoś zapytał.

„Być może trzeba być szalonym, żeby być rowerzystą…” – odpowiedział Pogačar z lekkim śmiechem.

„Ale na trasie panowała naprawdę piękna atmosfera. To było niesamowite. Nigdy nie widziałem tylu ludzi na włoskim wyścigu, jak dzisiaj. Muszę przyznać, że było to naprawdę jedno z moich najlepszych doświadczeń. Każdy wyścig, każde zwycięstwo ma swoją historię i tej nigdy nie zapomnę.”

Zapytany, czy to było jego największe zwycięstwo, odpowiedział: „Moje najpiękniejsze zwycięstwo? Nie sądzę, bo byłem taki brudny.

Wielkie wyścigi kolarskie, pięć wielkich pomników, mają wieloletnią historię, kultowe trasy wyścigowe i listę prestiżowych zwycięzców. Strade Bianche ma zaledwie 18 lat, ale już ma na swoim koncie niesamowite 81-kilometrowe „impresa”, jak Włosi nazywają samodzielny atak i zwycięstwo jak Pogačar.

Niektórzy opisywali jego zwycięstwo jako Merckxian, tak jak miało to miejsce w przypadku, gdy wygrał Il Lombardia długim solowym atakiem. Pogačar tworzy historię kolarstwa, ale jest zbyt skromny, aby sam to przyznać.

„Nie ja decyduję, czy to będzie kolejny Pomnik. Pomniki to wielkie wyścigi historyczne. Może za 100 lat Strade Bianche będzie historyczny” – zasugerował.

„To obecnie jeden z najpopularniejszych wyścigów na świecie. To prawdopodobnie najczęściej oglądany wyścig jednodniowy. To jest piękne. To niesamowite. W wyścigu dzieje się mnóstwo rzeczy. Można powiedzieć, że jest to obecnie jeden z najważniejszych wyścigów na świecie.”

Atak Pogačara na szutrowy odcinek Monte Sante Marie nie był planowany, co czyni go jeszcze bardziej niewiarygodnym. Pogačar zaatakował instynktownie, jak to często robi, kalkulując swoje szanse i rozwalając rywali.

„Nie taki był plan, ale wyścig potoczył się inaczej, niż się spodziewaliśmy” – wyjaśnił. „To był trudniejszy wyścig. Padał naprawdę duży deszcz, burza z gradem i już przed Santa Marie zrobiło się nerwowo, więc nie było dużej grupy i nie pozostało wielu kolarzy. Wiedziałem, że jeśli nie zrobimy tam różnicy, później będzie trudno wyrwać się solo.

„Podjazdy po Santa Marie nie odpowiadają mi zbyt dobrze, więc był to moment na decyzję. To był moment, w którym zdecydowałem się pchnąć i zobaczyć, czy ktoś się pojawi, czy nie. W grupie miałem także Isaaca del Toro i Tima Wellensa, więc wiedziałem, że jeśli zabraknie mi paliwa, nadal będziemy dwoma zawodnikami, którzy będą mogli ścigać się w zespole”.

Pogačar nie pojedzie na Tirreno-Adriatico, ale wróci do Włoch na mecz Mediolan-San Remo, gdzie ponownie zmierzy się z Mathieu van der Poelem (Alpecin-Deceuninck), następnie przejedzie się Voltą a Catalunya i wróci z obozu przygotowawczego, aby pojechać do Liège- Bastogne-Liège przed Giro d’Italia i Tour de France.

„Nie mogę się doczekać wszystkich wyścigów” – powiedział, wyprzedzając sugestie pojedynków z Van der Poelem i Evenepoelem.

„Mam naprawdę fajny program. Jestem bardzo zadowolony z kalendarza. Mogę być podekscytowany każdym wyścigiem. Za dwa tygodnie mecz Mediolan-San Remo będzie trudny. Zobaczymy, jak się rozwinie, ale nie możemy się doczekać najpierw San Remo, potem Katalonii, Liège-Bastogne-Liège, a potem wielkiego Giro.

„Odzyskałem pewność, że mogę się zgubić po zeszłorocznej katastrofie. To była dla mnie naprawdę wspaniała zima, świetnie się przygotowałem i mam potwierdzenie, że wszystko jest w porządku.”

Uzyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich naszych relacji z wiosennych klasyków, w tym raportów, najświeższych wiadomości i analiz z Paris Roubaix, Tour of Flanders, Strade Bianchi i nie tylko. Dowiedz się więcej.

Dodaj komentarz