Pięć kluczowych etapów Giro d’Italia 2024

Już teraz jesteśmy pod wrażeniem trasy Giro d’Italia 2024! 21 etapów, 3321 kilometrów wyścigu i wiele emocjonujących wyzwań czekających na kolarzy. Ale to, co naprawdę nas intryguje, to kombinacja tradycji i nowych, nieznanych obszarów, które tworzą ten wyjątkowy wyścig. Czytaj dalej, aby dowiedzieć się więcej o pięciu etapach, które mają szansę zmienić przebieg Giro!

Trasę Giro d’Italia 2024 można wyjaśnić w kilku liczbach: 21 etapów, 3321 kilometrów wyścigu, 68,2 km jazdy na czas, sześć finiszów na szczycie i siedem etapów górskich, a wszystko to między sobotą 4 maja a niedzielą 26 maja.

Jednak trasa 107. edycji wyścigu Corsa Rosa również tworzy geograficzny gobelin, na którym przez trzy tygodnie łączą się głębokie zanurzenia w historii drugiego co do wielkości wyścigu etapowego i świeże, w większości ekscytujące rozdziały wyścigu.

Niektóre części trasy na 2024 rok są całkowicie bezprecedensowe, inne są przesiąknięte tradycją Giro d’Italia. Te pierwsze z pewnością zapewnią dodatkowy, intrygujący wymiar lub perspektywę w maju przyszłego roku, te drugie dodadzą kolejną warstwę do dramatu i spektaklu, który rozgrywał się na tych samych drogach w poprzednich latach, w niektórych przypadkach aż do pierwszego w historii Giro d’Italia w 1909 roku.

Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że trasa 2024, która została zaprezentowana w Trydencie w piątek 13 października, jest dobrze wyważona i być może nie tak górzysta jak w niektórych poprzednich edycjach.

Tak czy inaczej, długa para prób czasowych łączy się z kilkoma stromymi górskimi finiszami i trudnymi etapami przez Alpy, Apeniny i Dolomity, których kulminacją jest finałowy podwójny podjazd i zjazd z Monte Grappa.

Poniżej przedstawiamy pięć etapów, które prawdopodobnie ukształtują Giro d’Italia 2024.

Etap 2

Niedziela, 5 maja: San Francesco al Campo – Oropa 150 kilometrów

Pierwszy duży test wspinaczkowy. Biorąc pod uwagę pozycję w wyścigu w 2024 r., Oropa będzie zarówno prawdziwym przebudzeniem dla obecnego peletonu, a jednocześnie będzie stanowić poważny powiew przeszłości. Po pierwsze, ostatni raz, gdy w weekend otwierający Giro d’Italia pojawił się ważny górski finisz, miał miejsce w 1989 roku, kiedy Portugalczyk Acacio da Silva odniósł ostatnie ze swoich pięciu zwycięstw etapowych w Corsa Rosa na zboczach Etny.

Położone u podnóża Alp sanktuarium Oropa nie może być bardziej oddalone od Sycylii i sceny sukcesu Da Silvy, ale jako ostatni podjazd na 2. etapie i jedyny duży podjazd dnia, z pewnością odegra równie ważną rolę. Podczas sobotniej inauguracji nie zabraknie potyczek na trasie 1. etapu prowadzącej przez Turyn. Ale każda drużyna, której lider klasyfikacji generalnej jest w dobrej formie, będzie chciała na Oropie ruszyć z kopyta i całkowicie zepchnąć rywali, którzy mogą być nieco zdenerwowani – zanim będą mieli szansę odzyskać impet.

Po upamiętnieniu katastrofy lotniczej w Superga na etapie w Turynie, podczas podjazdu pod Oropę można spodziewać się wielu powtórek telewizyjnych ze zwycięstwa Marco Pantaniego w Giro d’Italia w 1999 r. na tym podjeździe, gdy etap wyruszy z welodromu Francone w San Francesco al Campo, w pobliżu lotniska w Turynie, i skieruje się na północ, na pierwszą kluczową wspinaczkę wyścigu.

Powszechnie oceniany jako jeden z najlepszych wspinaczkowych występów Pantaniego – choć należy go rozpatrywać w kontekście jego pozytywnego wyniku testu hematokrytu tydzień później – pierwsza odsłona dramatu tego dnia widziała Pantaniego walczącego o odblokowanie łańcucha na poboczu drogi. Następnie wrócił do głównej grupy po wściekłym pościgu dzięki uprzejmości swojej drużyny, ścigał wszystkich rywali i wyprzedził ich wszystkich, wygrywając etap w pojedynkę. Jeden Pirata miejska legenda głosi, że wyprzedził nie mniej niż 49 zawodników.

Prawda czy nie, na szczycie Pantani wciąż nie był pewien, że wygrał i przekroczył linię mety bez podnoszenia rąk. Dopiero później odkrył, że ustanowił rekord trasy dla tego podjazdu: 17 minut i 7 sekund, rekord, który obowiązuje do dziś.

Podjazd nie jest zbyt stromy, choć 12,4 kilometra to przyzwoity dystans. Średnio 6,2%, najtrudniejsze segmenty pojawiają się na około 7 km i 3 km przed metą, gdzie na krótko wzrasta do nieco ponad 13% i 11%.

Ale to nie wystarczy, by rozruszać kolarzy – a biorąc pod uwagę, że długa jazda na czas odbędzie się również w pierwszym tygodniu w Perugii na 7. etapie, wiedzą, że muszą jak najlepiej wykorzystać takie szanse – podjazd o nachyleniu około 9,6% na początku ostatniego kilometra wygląda na kolejną świetną okazję.

Podsumowując, Tom Dumoulin może być ostatnim zwycięzcą na Oropie w 2017 roku w drodze do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, ale dla tifosi, Pantani i to, co zostało nazwane la rimonta del secolo, „powrót stulecia”, to jedyny podjazd pod Oropę, który naprawdę ma znaczenie. Cokolwiek wydarzy się w 2024 roku, prawdopodobnie nie zmieni to ich zdania na ten temat, ale prawdopodobnie nadal będzie miało duży wpływ na Giro.

Etap 7

Piątek, 10 maja: Foligno – Perugia (jazda indywidualna na czas) 37,2 km

Długa i skomplikowana jazda indywidualna na czas kończy się finiszem pod górę, który powinien ustalić duże różnice między czołowymi faworytami. O ile Oropa prawdopodobnie pokazała nam, kto może przegrać Giro, to ten etap – zwłaszcza jeśli połączymy jego wynik z drugą poważną jazdą indywidualną na czas na 14. etapie – z pewnością pokaże nam, kto ma szansę na zwycięstwo.

W połączeniu z 31 kilometrami na 14. etapie ITT, w przyszłorocznym Giro będzie łącznie niecałe 70 kilometrów jazdy na czas: to tylko o dwa mniej niż w zeszłym roku i może dać nawet do trzech minut przewagi specjalistom od TT walczącym o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Biorąc pod uwagę, jak niewielki margines stworzyły podjazdy między faworytami w Giro 2023, z wyjątkiem finałowej jazdy na czas pod górę, w 2024 r. tego rodzaju różnica czasowa może być jeszcze ważniejsza.

To, co sprawia, że otwierający Giro ITT jest o wiele bardziej znaczący niż jego odpowiednik tydzień później, to fakt, że oprócz tego, że jest nieco dłuższy niż etap 14, etap 7 ma również metę pod górę. To tylko podjazd kategorii 4, ale pod koniec tak szybkiego, pierwszego odcinka jazdy na czas, może to wystarczyć, by znacznie utrudnić obliczenie wysiłku. Przykładem może być otwierający Giro 2023 TT w Ortonie, głównie płaski, ale z końcowym podjazdem do położonego na wzgórzu miasta, którego zwycięzca Primož Roglič bez wątpienia określił jako dzień GC. W jeździe na czas, która jest prawie dwukrotnie dłuższa od 19,6-kilometrowego TT w Ortonie, o wiele bardziej.

Dyrektor Tour de France, Christian Prudhomme, nie ukrywał, że jazda na czas w Nicei jest otwartym zaproszeniem dla mistrza świata w TT, Remco Evenepoela. Jednak po zapoznaniu się z trasą Giro 2024, kilku innych specjalistów może pomyśleć o udaniu się na południe w maju na kolejny Wielki Tour.

Etap 15

Niedziela, 19 maja: Manerba del Garda – Livigno (Mottolino) 220 kilometrów

Do tego momentu wyścigu, Giro d’Italia 2024 będzie miało za sobą długą, ale stabilną harówkę do Prato di Tivo na 8. etapie i jeszcze dłuższą – 20 kilometrów! – do Bocca della Selva na 10. etapie. Jednak druga połowa Giro jest niezmiennie najtrudniejsza, a niedzielny podjazd do Livigno, tuż za granicą ze Szwajcarią, jest pełnowymiarowym wprowadzeniem do zwykłego brutalnego ataku na Alpy i Dolomity.

Kończący się na wysokości znacznie powyżej 2000 metrów i długi na 220 kilometrów – dwa kolejne duże czynniki, które mogą złapać nieprzygotowanych – pierwsze 150 km 15. etapu przenosi wyścig do podnóża Alp i jest nierówny, ale w żaden sposób nie stanowi nadmiernego wyzwania. To, co naprawdę będzie bolało, to dwa podjazdy kategorii 1, które kończą etap.

Pierwszy, 18-kilometrowy Forcola di Livigno, zabiera kolarzy na jedyną zagraniczną wycieczkę wyścigu w 2024 roku do Szwajcarii. Gładsze, zwykle dobrze utwardzone drogi, które dominują w szwajcarskich Alpach – znacznie bardziej niż we Włoszech – prawdopodobnie pomogą częściowo zrekompensować wysiłek związany z podjazdami i nachyleniami, które z wyjątkiem jednego krótkiego podjazdu o nachyleniu 18%, rzadko przekraczają 8%.

Jednak po Forcolino, szybki zjazd z powrotem do Włoch i ostatni podjazd pod Mottolino są być może miejscem, w którym Giro doświadczy pierwszego poważnego uporządkowania. Znacznie krótszy niż poprzedni podjazd, ale z kilkoma znacznie bardziej stromymi podjazdami o nachyleniu sięgającym dwucyfrowych wartości i możliwym odcinkiem terenowym na ostatnich dwóch kilometrach, jest to dokładnie ten rodzaj wyzwania, które może sprawić, że każdy kolarz, który już wcześniej zmagał się z niekończącą się Forcolą, definitywnie spadnie na czerwono

Innym kluczowym czynnikiem, o którym należy pamiętać, jest pogoda, biorąc pod uwagę, że jest to pierwszy etap Giro 2024, który wkracza w główne pasma alpejskie. Dlatego też opady śniegu mogą najprawdopodobniej spowodować zmiany trasy w ostatniej chwili, a nawet jej odwołanie. Zeszłoroczne Giro było jednym z najbardziej mokrych i zimnych w ostatnich latach, w wyniku czego jeden z alpejskich etapów został poważnie skrócony, a nad większością ostatnich dwóch trzecich trasy zawisły znaki zapytania o różnej wielkości nad sensem kontynuowania jazdy w tak złych warunkach. Trzymamy kciuki, by to się nie powtórzyło.

Etap 16

Wtorek, 21 maja: Livigno – Santa Cristina-Val Gardena 202 kilometry

Niektórzy fani mogą argumentować, że Stelvio, czyli Cima Coppi tegorocznego Giro d’Italia i jeden z najbardziej lubianych włoskich podjazdów, pojawia się zdecydowanie za wcześnie na tym etapie. Ale mimo tego, że niesławna, ale oszałamiająca seria zakrętów Stelvio może zostać nieco przyćmiona przez trudność finału i długie, płaskie podejście do dwóch ostatnich podjazdów dnia, może to być jeden z najbardziej pamiętnych etapów Giro d’Italia 2024.

A to dlatego, że kończy się on klasycznym dla Giro podwójnym szamotaniem, czyli znacznie trudniejszym podjazdem, po którym następuje krótkie, mocne wzniesienie do mety, w tym przypadku podjazd drugiej kategorii do Santa Cristina, który z zemsty zanurza nas w alei wspomnień Giro.

Tak jak Oropa na 2. etapie oznaczała kluczową rocznicę Pantaniego z 1999 r., blisko końca głównego okresu, w którym włoski wspinacz był dominującą postacią w światowym kolarstwie, tak finisz w małym miasteczku w dolinie Val Gardena oznacza 30. rocznicę innego momentu chwały Pantaniego, który miał miejsce na samym początku jego kariery.

Rok 1994 był rokiem, w którym Pantani wkroczył na scenę, pokonując nie mniejszą postać niż Miguel Indurain, najpierw testując go do granic możliwości na Mortirolo, a następnie zrzucając Hiszpana na dobre na Santa Cristina. Zwycięzca Giro w 1992 i 1993 roku, Indurain nadal rządził w Tour, ale po triumfie Pantaniego nigdy nie powrócił do włoskiego Grand Tour.

16. etap Giro 2024 nie obejmuje Mortirolo, ale 23-kilometrowy Passo Pinei, który poprzedza Santa Cristina, jest wystarczająco długi i wymagający, by rozpocząć proces pozbywania się faworytów, którzy mają kłopoty. Santa Cristina może ich wykończyć na dobre, tak jak Induraina 30 lat temu.

Warto również zaznaczyć, że ten niezwykle trudny etap będzie poprzedzony dniem odpoczynku, co zawsze powoduje, że niektórzy kolarze nie radzą sobie z nagłym spadkiem tempa i cierpią na kolejnym etapie. Biorąc pod uwagę wczesną obecność Stelvio, który prawdopodobnie zostanie pokonany w stosunkowo spokojnym tempie, biorąc pod uwagę zarówno pozostały dystans, jak i jego nieodłączną trudność, jeśli ktoś nie czuje się dobrze, prawdopodobnie okaże się to poważnym i bardzo niepożądanym wyzwaniem. Zwłaszcza, że do końca wyścigu pozostało jeszcze prawie 150 kilometrów, nie wspominając o dwóch głównych podjazdach.

Etap 20

Sobota, 25 maja: Alpago – Bassano del Grappa 175 kilometrów

Ostatni górski etap Giro d’Italia 2024 jest naprawdę trudny, z podwójnym podjazdem i zjazdem z bardzo trudnego Monte Grappa, aby zapewnić ostatnie słowo w klasyfikacji generalnej. 175 kilometrów długości to dystans, który w tym momencie wyścigu zmęczy wszystkich, z wyjątkiem najbardziej odpornych, co sprawi, że finał Giro będzie pełen wspinaczki, szczególnie jeśli pogoda będzie trudna.

Co ciekawe, jak na klasyczny wysokogórski trekking przystało, 20. etap to nie tylko długie, mozolne podjazdy, ale też łagodniejsze zjazdy u podnóża wzniesień. Krótki, wczesny podjazd pod „ścianę” Muro di Ca’ del Poggio, pokonywany na pierwszych 60 kilometrach, raczej nie będzie świadkiem poważnych ataków GC – ale przy nachyleniu do 12% z pewnością pokaże, który z faworytów może mieć zły dzień.

The piece de resistance jest jednak zdecydowanie Monte Grappa – 18,4 km długości przy 8,4%, ale wzrasta do 9,4% na ostatnich kilku kilometrach, w tym trudny podwójny zjazd do Bassano del Grappa na zakończenie. Sam podjazd był ostatnio wykorzystywany w Giro 2014, gdzie Nairo Quintana potwierdził swoją dominację w klasyfikacji generalnej zwycięstwem w jeździe indywidualnej na czas. Tym razem prędkość zjazdu jest tak duża, że ktokolwiek będzie prowadził na szczycie, prawdopodobnie nadal będzie prowadził na mecie.

Kilka słów o Bassano del Grappa. Choć jest bardziej znane ze startów niż finiszów etapów Giro, w 1946 r. to włoskie miasteczko było sceną jednego z pyrrusowych górskich zwycięstw Fausto Coppiego, który był w stanie wyprzedzić Gino Bartaliego, ale nie był w stanie zyskać wystarczającej przewagi nad swoim arcyrywalem, by wygrać w klasyfikacji generalnej. Z kolei w 1974 r. Bassano del Grappa było świadkiem jednego z największych w historii zwycięstw Eddy’ego Merckxa w Dolomitach, 24 godziny przed jego triumfem w klasyfikacji generalnej Giro.

Gdy 40 lat później wyścig powróci na ten podjazd w ramach obchodów ostatniej rocznicy, każdy z pretendentów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej będzie marzył o tym samym.