Misja Wouta van Aerta: wygrana czasowa i debiut w Giro

Sezon 2024 w kolarstwie zapowiada się niezwykle pasjonująco, a kluczowe wybory Wouta van Aerta na ten rok budzą ogromne zainteresowanie fanów. Belgowski mistrz staje w obliczu zmagań z Tadejem Pogačarem i Mathieu van der Poelem, co sprawia, że przyszłość kolarstwa z wielkim zaciekawieniem obserwuje cały świat. Czyżby 2024 rok miał przynieść przełom w karierze Van Aerta? Już teraz zapowiada się, że będzie to sezon pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji.

W miarę jak odliczanie do sezonu 2024 nabiera tempa, Kolarstwo.info przygląda się niektórym kluczowym fabułom, które zdefiniują nadchodzący rok w kolarstwie.

Wout van Aert może zrobić prawie wszystko, ale to nie znaczy, że może mieć wszystko. U progu sezonu 2024 Belg stanął przed trudnymi wyborami.

Nawet w epoce obdarzonej wszechstronnymi talentami takich ludzi jak Tadej Pogačar (UAE Team Emirates) i Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck) nikt nie ma takiego poziomu zręczności jak Van Aert, który z tak uderzającą łatwością przeskakuje między rejestrami , na drodze i poza nią. Znajomy, pełen gracji ruch pedałów jest stałym elementem w całym kalendarzu, podczas przełajów przełajowych i sprintów grupowych, wśród bruku i wzgórz podczas klasyków oraz na górskich przełęczach Tour.

A jednak, gdy zbliżają się jego 30. urodziny, wciąż trudno pozbyć się wrażenia, że ​​potężne palmarès Van Aerta w jakiś sposób nie do końca stanowią sumę jego różnorodnych talentów. Odniósł już więcej zwycięstw o ​​prawdziwej jakości, niż większość kolarzy przez całe życie – w tym dziewięć etapów Tour de France, Mediolan-San Remo, Gent-Wevelgem, Strade Bianche, Omloop Het Nieuwsblad i dwa zwycięstwa na E3 Harelbeke, nie wspominając trzy tytuły Mistrzostw Świata w przełajach przełajowych – ale czasami wydaje się, że jego karierę nadal definiują wyścigi, których jeszcze nie wygrał.

Częściowo wynika to z nieubłaganych i często nierealistycznych oczekiwań kibica kolarstwa, ale w dużej mierze z osiągnięć Pogačara i jego odwiecznego rywala Van der Poela na przestrzeni ostatnich trzech lat. Pomnik może być konstrukcją stosunkowo nowoczesną, ale w XXI wieku stał się złotym standardem pomiaru osiągnięć jednodniowych jeźdźców, a relacja Van Aerta jest lekka.

Pogačar zdobył już pięć pomników, a Van der Poel osiągnął kolejny wynik czterech dzięki zwycięstwom w wyścigach Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix zeszłej wiosny. Na dokładkę Holender kosztem Van Aerta w Glasgow dodał tytuł Szosowego Mistrzostwa Świata i zakończył rok jako inauguracyjny zwycięzca Pucharu Świata Vélo d’Or dla jednodniowych jeźdźców.

Dla kontrastu Van Aert nadal ma „tylko” jeden pomnik swojego imienia. W miarę upływu lat od jego zwycięstwa w Mediolanie nad San Remo w 2020 roku statystyki te zaczęły bardziej przypominać oskarżenie niż osiągnięcie.

Belg był z dużej perspektywy wybitnym kolarzem w peletonie, gdy kolarstwo zawodowe zostało ponownie otwarte po pierwszej blokadzie spowodowanej pandemią Covid-19, a jego zwycięstwo z Julianem Alaphilippe podczas sierpniowej edycji wyścigu Mediolan-San Remo wyglądało na pierwsze z wielu ponad Odległość od pomnika.

Jednak w międzyczasie Van Aert doświadczał powtarzającej się frustracji podczas największych jednodniowych wyścigów, zdobywając od tego czasu sześć miejsc na podium w dziesięciu występach w Monument, a także srebrne medale na Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata. Jego wszechstronność została podkreślona przez trzecie miejsce w zeszłorocznym wyścigu Liège-Bastogne-Liège, ale jego prawdziwe ambicje związane z wyścigami klasycznymi skupiają się wyłącznie na dwóch pierwszych niedzielach kwietnia i dwóch wyścigach najlepiej dostosowanych do jego talentu.

Podczas Tour of Flanders Van Aert został pokonany przez Van der Poela w 2020 r., w 2022 r. odmówiono mu startu z powodu Covid-19, a w kwietniu ubiegłego roku jego dwóch wielkich rywali wyeliminowało go na czwarte miejsce. Tymczasem podczas tegorocznego wyścigu Paris-Roubaix Van Aert doznał okrutnej kontuzji opony w końcówce, która uniemożliwiła mu walkę z Van der Poelem, zajmując drugie miejsce za zaskakującym Dylanem van Baarle dwanaście miesięcy wcześniej.

Decyzja Van Aerta o wystartowaniu w Giro d’Italia zamiast w Tour de France w 2024 r. była głównym tematem spotkania Belga z prasą podczas czwartkowej prezentacji Visma-Lease A Bike, ale spekulacje na temat jego prawdziwych ambicji na tym wyścigu były Corsa Rosa odwraca uwagę od oczywistości: jego główne cele na rok 2024 pozostają takie same jak zawsze. Motorem Van Aerta są jednodniowe wydarzenia, w tym igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata, ale przede wszystkim Tour of Flanders i Paris-Roubaix.

„Moje główne marzenie pozostaje takie samo: wygrać jeden z flamandzkich klasyków” – Van Aert powiedział Eurosportowi już w zeszłym miesiącu podczas wizyty w Kolumbii w zeszłym miesiącu dla sportowego Rigoberto Urána. „To coś, co będę próbował osiągnąć, dopóki tego nie zrobię”.

Zmiany

Van Aert zawsze miał nadzieję wprowadzić pewne zmiany w swoim podejściu w 2024 roku, ale zmiana stała się bardziej radykalna z konieczności, gdy jego wieloletni trener Marc Lamberts zdecydował się przenieść za Primozem Rogliciem do Bora-Hansgrohe pod koniec poprzedniego sezonu. Od tego czasu Van Aert rozpoczął współpracę z Mathieu Heijboerem i zauważył, że Holender położył „inny nacisk” na swoje przygotowania.

Pierwszą uderzającą różnicą jest wyraźnie uproszczony kalendarz przełajowy, w którym Van Aert zrezygnuje z Mistrzostw Świata i całkowicie skupi się na szosie znacznie wcześniej niż w poprzednich latach. „Odkryliśmy, że wkładamy zbyt dużo energii w jazdę na rowerze przełajowym, nie zdając sobie z tego sprawy” – wyjaśnił w czwartek. „To była trudna decyzja, ale daje mi spokój ducha”.

Od czasu swojej pierwszej kampanii w klasie klasycznej z Crelanem w 2018 r. Van Aert zazwyczaj rozpoczynał kampanię szosową podczas weekendu otwarcia, ale w 2023 r. przełożył swój sezonowy debiut na Tirreno-Adriatico. Eksperyment przyniósł odwrotny skutek. Pomimo zwycięstwa w E3 Harelbeke trudno było pozbyć się wrażenia, że ​​Van Aert wciąż gonił formę aż do kwietnia. „W zeszłym roku nigdy nie byłem w najlepszej formie” – przyznał.

Nie jest więc niespodzianką, że w 2024 r. Van Aert najwcześniej w historii rozpocznie sezon szosowy, zdobywając numer w Clásica Jaén 12 lutego, zanim pojedzie na Volta ao Algarve oraz Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Brussel- Kuurne. Co ciekawe, Van Aert spędzi następnie prawie miesiąc z dala od wyścigów – pomijając Strade Bianche, Tirreno-Adriatico i Mediolan-San Remo – przed powrotem do akcji na E3 Harelbeke. Ma także pojechać na Dwars do Vlaanderen w ramach rozgrzewki przed Tour of Flanders.

W 2023 r. Van Aert przełamał dominację Jumbo-Visma w weekend otwarcia i oczekiwano, że zacznie działać już w marcu. Tym razem lutowa seria wyścigów oferuje łagodniejszy początek i, co być może co równie ważne, od samego początku będzie ścigał się wraz z resztą brukowanej jednostki Classics Jumbo-Lease A Bike, a nie spadochronem do składu w Harelbeke.

Wszystko, jak się wydaje, koncentruje się wokół pierwszych dwóch niedziel kwietnia, kiedy Van Aert będzie chciał przechylić szalę w swojej niekończącej się rywalizacji z Van der Poelem, po kilku latach, w których Holender cieszył się wyraźną krawędzi zarówno na polu, jak i na drodze. Nieobecność Pogacara tylko zwiększa perspektywę pojedynku WVA-VDP na Ronde.

Sukces Van der Poela w ciągu ostatnich dwóch lat w dużej mierze zawdzięczał rozsądnemu wybieraniu celów i, trzeba powiedzieć, ściganiu się z większą sprytem niż w młodości. Czasem mniej może oznaczać więcej i wygląda na to, że Van Aert przyswoił sobie tę lekcję, upraszczając swoją wiosenną kampanię.

To powiedziawszy, debiut Van Aerta w Giro jest intrygującą perspektywą, szczególnie na trasie z dwiema długimi próbami czasowymi. Biorąc pod uwagę jego występy w górach podczas Tour, nie jest niczym dziwnym, że Van Aert dąży do wysokiego miejsca w klasyfikacji generalnej we Włoszech, wydaje się jednak – słusznie – niechętnie poświęcając w tym celu swoją konkurencyjność na bruku. The Corsa Rosawydaje się, że Van Aert zacznie na poważnie myśleć dopiero w kwietniu. Uderzające występy na każdym terenie są z pewnością bardziej prawdopodobną perspektywą niż wyzwanie w GC, szczególnie teraz, gdy Cian Uijtdebroeks będzie na boisku po zakończeniu kontrowersyjnego transferu z Bora-Hansgrohe.

Wystartowanie w Giro na rzecz Touru pozwala także Van Aertowi dostosować swoje przygotowania do Igrzysk Olimpijskich, choć nie jest jasne, czy będzie to korzystne. Chociaż zapewnia Van Aertowi przestrzeń do pracy nad jazdą na czas, historia sugeruje, że może to okazać się przeszkodą w wyścigu szosowym. W końcu odkąd Igrzyska Olimpijskie zostały otwarte dla profesjonalistów w 1996 roku, każdy złoty medalista wyścigów szosowych mężczyzn brał już udział w tym wyścigu. (W 2000 roku Jan Ullrich także ścigał się w Vuelcie, zanim zwyciężył w Sydney).

Z drugiej strony prawdopodobny debiut Van Aerta w Vuelta a España w sierpniu wydaje się być raczej publicznym obozem przygotowawczym przed Mistrzostwami Świata w Zurychu. Z pewnością przypomni sobie, jak opóźniona przez pandemię trasa Tour of 2020 zapewniła mu najlepszą formę podczas tegorocznych Mistrzostw Imola Worlds, nawet jeśli musiał zadowolić się frustrującymi srebrnymi medalami w każdej konkurencji.

Innymi słowy, choć nowe przygody Van Aerta w Grand Tours przyciągają wzrok, nagrody, o których marzy, są takie same jak zawsze – największe jednodniowe wyścigi. Jego program na rok 2024 to po prostu nowa droga do tego samego celu.

Dodaj komentarz