Jonas Vingegaard zrewolucjonizował Tirreno-Adriatico – „Chciałem ryzykować”

Jonas Vingegaard zdominował kluczowy podjazd San Giacomo na Tirreno-Adriatico, robiąc niesamowite kawałki. Duńczyk i jego Visma-Lease a Bike zastanawiają się teraz, czy nikt nie zatrzyma go przed zwycięstwem. Czy będzie to kolejna legenda wspinaczki? – polujący rywale mogą tylko pomarzyć.

Jonas Vingegaard stracił 22 sekundy do Juana Ayuso w pierwszej jeździe na czas toru Tirreno-Adriatico, ale zwycięzca Tour de France i jego zespół Visma-Lease a Bike zawsze mieli plan ataku na kluczowym podjeździe San Giacomo na 5. etapie i zrealizowali go precyzja w piątek.

Duńczyk wzbił się w powietrze po niesamowitych szybkich pościgach i pracy nad tempem ze strony kolegów z drużyny, oddalając się od Ayuso i reszty na 5,6 km podjazdu i około 29,5 km do mety.

Nadepnął na pedały, obracając swoją pojedynczą tarczę z 52 zębami z widoczną mocą i łatwością. Był o jeden stopień wyższy od pozostałych w rozbitym peletonie i wkrótce wypracował sobie znaczną przewagę.

Vingegaard zjechał zjazdem z San Giacomo, a następnie wspiął się na metę w Valle Castellana, powiększając przewagę nad ścigającymi na mecie do 1:12.

Dzięki 10-sekundowej premii za czas Vingegaard prowadzi teraz w wyścigu przed Ayuso znaczącymi 54 sekundami. Tylko fatalny dzień na górskim etapie do Monte Petrano w sobotę może przeszkodzić mu w zwycięstwie w tegorocznym Tirreno-Adriatico.

„Czasami trzeba zaryzykować i wykorzystać swoje szanse. Dzisiaj chciałem się ścigać i podejmować ryzyko. Opłaciło się” – powiedział spokojnie po etapie Vingegaard, ale z wewnętrzną pewnością siebie.

„Miło jest wygrywać solo. Lubiłem się tak ścigać i wygrywać. Od dłuższego czasu mieliśmy plan zaatakować na tym etapie i zrealizowaliśmy go perfekcyjnie. Muszę podziękować kolegom z drużyny, którzy pracowali przez cały dzień i którzy wszyscy byli silni, wspaniale jest im się spłacić”.

Vingegaard niespodziewanie stracił 22 sekundy do Ayuso w poniedziałkowej pierwszej jeździe na czas na 10 km, ale on i Visma-Lease a Bike nie wpadli w panikę i po prostu czekali na ulubiony teren.

„Wiedziałem, co zrobiłem przed tym wyścigiem i wiedziałem, że moja forma jest dobra, więc zawsze ufałem sobie i swojemu poziomowi. Wierzyliśmy w to, inaczej nie zrobilibyśmy tego, co zrobiliśmy dzisiaj” – wyjaśnił Vingegaard.

„W jeździe na czas osiągałem dobre wyniki, więc zamiast uważać stratę czasu za coś złego, uznałem ją za dobrą rzecz. Wiedziałem, że jestem w dobrej formie, więc dlaczego nie spróbować ataku?”

„Sobota to prawdopodobnie duży, duży etap wyścigu, ale dzisiaj była także szansa i myślę, że musisz zaryzykować. Teraz mam zwycięstwo etapowe i niebieską koszulkę lidera”.

Jak zawsze, na mecie Vingegaard ucałował jego obrączkę. Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet złożył specjalną dedykację swojej partnerce Trine Marie Hansen.

„Chcę zadedykować to zwycięstwo mojej żonie. Zawsze jest przy mnie, aby mnie wspierać i to, że zawsze przy mnie jest, znaczy absolutnie wszystko” – powiedział.

„Bez niej nie byłbym w stanie robić tego, co robię. Ona odegrała dużą rolę w wygrywaniu wyścigów, ale także w całym moim rozwoju. Bardzo jej dziękuję. Jest dla mnie wszystkim”.

Po serii samodzielnych ataków z dużej odległości i spektakularnych zwycięstwach rywali z Tour de France, Remco Evenepoela i Tadeja Pogacara, Vingegaard odpowiedział własnym „wyczynem” i własnym zwycięstwem w pojedynkę.

Czy był to najlepszy wynik w 2024 roku? Czy Vingegaard jest najlepszym wspinaczem na świecie, jak ostatnio sugerował Pogacar? To niech mówią inni.

„To trudne pytanie” – powiedział Vingegaard.

„Na pewno jestem w czołówce, ale trudno powiedzieć, kto jest najlepszy, więc nie będę wdawał się w tę dyskusję.

„Tadej też jest jednym z nich. Jestem po prostu szczęśliwy, że tak o mnie myśli, a poza tym jest super dobrym facetem. Miejmy nadzieję, że w przyszłości stoczymy kilka przyjacielskich walk”.

Dodaj komentarz