Greg Van Avermaet: Skromny kolarz odchodzi, nie chciał zmieniać świata.

Greg Van Avermaet ponownie podkreślił swoją legendę kolarską, ogłaszając zakończenie kariery po prawie dwóch dekadach ścigania się na najwyższym poziomie. Jego spokojne i poskromione podejście do konkurencji zawsze pozostawało niezmiennie, nawet w obliczu decyzji o przejściu na emeryturę. Złoty medalista olimpijski z Rio wyraził zadowolenie ze swojej decyzji, podkreślając, że może zakończyć swoją karierę kolarską z poczuciem spełnienia.

Dołącz do Kolartwo.info

(Źródło zdjęcia: Przyszłość)

Greg Van Avermaet pozostał wierny sobie do końca.

Przez całą swoją karierę Belg był wzorem opanowania, skromności podczas zwycięstwa i spokoju po porażce, a także był równie flegmatyczny, jeśli chodzi o rozważenie przejścia na emeryturę na początku tego roku.

Ogłoszenie to zostało zawarte w trzeźwym oświadczeniu wydanym wkrótce po przytłumionej kampanii Classics, a decyzja została podjęta bez żadnego szczególnego płaczu i zgrzytania zębów. W wieku 38 lat nadszedł czas, nie więcej i nie mniej.

„To był koniec mojego kontraktu z AG2R i tak naprawdę nie szukałem niczego innego. Dlatego zdecydowałem się po klasykach, które nie były zbyt wspaniałe, powiedzieć: „Wystarczy” – wyjaśnił niedawno Van Avermaet.

„To była po prostu niezła kariera i jestem bardzo szczęśliwy, że mogę ją zakończyć na dobrej drodze i będąc konkurencyjnym. Nie na tym samym poziomie, co byłem, ale mogę być zadowolony z tego, co zrobiłem. Jestem zadowolony ze swojej decyzji.”

Powściągliwy charakter ogłoszenia całkowicie pasował do charakteru Van Avermaeta.

Nawet w połowie ostatniej dekady, kiedy był najlepszym kolarzem klasyków w Belgii, nigdy nie wzbudzał takich pasji, jak Tom Boonen przed nim czy po nim Wout van Aert i prawdopodobnie tak właśnie wolał.

Kiedy Boonen przeszedł na emeryturę wiosną 2017 r., prasa flamandzka regularnie publikowała przypomnienia, ile dokładnie dni pozostało mu jako kolarzowi. Van Avermaet był prawdopodobnie wdzięczny za spokojniejsze pożegnanie.

Tak naprawdę wahał się nad tą decyzją co najmniej od zeszłego lata, kiedy po raz pierwszy od 2013 roku uznano, że ma nadwyżkę w stosunku do wymagań selekcji do Tour de France. Do tego czasu przez ponad trzy lata nie wygrał żadnego wyścigu, a podczas pierwszych dwóch sezonów w AG2R Citroën nie można było oprzeć się wrażeniu, że w miarę zdobywania władzy przez nowe pokolenie systematycznie spadał w brukowanych klasykach.

Zeszłej zimy, być może po raz pierwszy od czasu, gdy był neoprofesjonalistą, Van Avermaet rozpoczął treningi przedsezonowe, mając na celu raczej zdobycie szacunku podczas ukochanego Tour of Flanders, a nie zwycięstwo. Kiedy nadszedł kwiecień, było jasne, że Pogacar, Van der Poel i inni podróżowali do miejsc, do których nie mógł już dotrzeć. Wkrótce potem ogłosił, że odchodzi na emeryturę, bez żadnych oskarżeń ani żalu.

„Moim zdaniem okres klasyczny nie był dla mnie wystarczająco dobry, wiesz” – powiedział Van Avermaet. „Ciężko trenujesz i robisz wszystko, ale to już tak naprawdę nie przynosi efektów, więc wtedy lepiej też powiedzieć, że lepiej jest przestać i to w dobry sposób. Trochę brakuje. Muszę po prostu z tym żyć.”

Ironią jest to, że zaledwie kilka dni po potwierdzeniu przejścia na emeryturę Van Avermaet odniósł swoje pierwsze zwycięstwo od prawie czterech lat, pokonując Floriana Vermeerscha w Boucles d’Aulne. Być może dzięki tej decyzji został wyzwolony, chociaż Van Avermaet był sceptyczny. W każdym razie zwycięstwo nie skłoniło do namysłu. Jeśli już, to jedynie potwierdziło, że jego wyczucie czasu było trafne. Miał już dość dobrego.

„Niezupełnie, bo potem miałem to samo uczucie, że nadal jestem dobry, ale nie mogłem już robić różnicy z naprawdę dobrymi chłopakami” – powiedział. „Ogólnie nadal lubię jeździć na rowerze. To nie tak, że mi się to nie podoba. Jednak czuję, że trudno jest wejść na najwyższy poziom. A jeśli tak długo grałeś na najwyższym poziomie, trudno jest trochę zejść. Nie chciałam też przesadzać.”

Grega Van Avermaeta

(Zdjęcie: Getty Images)

Nazwisko Van Avermaeta na zawsze będzie poprzedzone słowami „mistrz olimpijski”, a swój występ w Rio, w którym zdobył złoty medal w 2016 r., określił jako sportowy i emocjonalny szczyt w swojej karierze.

Trasę uznano za zbyt wymagającą dla łowców klasyków – panujący mistrz świata Peter Sagan zdecydował się nawet zamiast tego wybrać na zawodach na rowerach górskich – ale Van Avermaet pojechał niemal perfekcyjnie w wyścigu, sprytnie krojąc ubranie, aby pozostać w rywalizacji w finale wspinaczka na Vista Chinesa, a następnie w sprincie pokonała Jakoba Fuglsanga.

„Długo szukałem w swojej karierze wielkiego zwycięstwa, ale nie przyszło ono za darmo” – powiedział. „Więc to zwycięstwo było dla mnie naprawdę osiągnięciem mojego życia. I nadal codziennie cieszę się tym, tylko dla siebie, że udało mi się osiągnąć coś tak wielkiego. To trochę szalone.

Łatwo zapomnieć, że najwspanialszy moment w karierze Van Avermaeta nastąpił zaledwie kilka miesięcy po najgorszym momencie. Przez lata, pomimo zwycięstwa na Paris-Tours w 2011 r., był lekceważony jako prawie mężczyzna, który nieustannie zawodził przy ważnych okazjach, a najbardziej notorycznie podczas mokrego Omloop Het Nieuwsblad w 2014 r., kiedy niespodziewanie przegrał dwu– sprintem do Iana Stannarda.

Wydawało się, że punkt zwrotny nadejdzie podczas Tour 2015, kiedy pokonał Sagana i zwyciężył etapowo w Rodez, a Belg był prawdopodobnie wybitnym wykonawcą peletonu w pierwszych tygodniach sezonu 2016. Ponownie pokonał Sagana, aby wygrać Omloop, zdobył tytuł w klasyfikacji generalnej w Tirreno-Adriatico, a nawet zajął piąte miejsce w zaciętym sprincie grupowym w Mediolan-San Remo. Ustawił się w kolejce do Tour of Flanders, jego Tour of Flanders był jednym z faworytów, ale tak obiecująca wiosenna kampania została nagle przerwana przez ciężki wypadek 100 km przed metą, w wyniku którego doznał złamania obojczyka.

„Myślę, że to był mój najgorszy punkt. Szkoda, bo to jeden z tych momentów, kiedy nabierasz rozpędu, a kariera trwa tak krótko, że musisz ją wykorzystać jak najlepiej” – powiedział Van Avermaet. „Myślę, że mnie tam ominęło, ponieważ byłem u szczytu kariery w latach 2015, 2016 i 2017, ale w tym roku tak naprawdę tęskniłem za Flandrią i Roubaix. Myślę, że dzięki temu moja kariera mogła być znacznie lepsza. Zawsze to powtarzam, ale to już nie ma znaczenia. Miałem świetne nogi, wygrałem już Omloop i naprawdę przygotowywałem się do czegoś wielkiego…”

Mogło go to złamać, ale zamiast tego wydawało się, że tylko wzmocniło jego determinację. Van Avermaet wygrał w tym roku swój drugi etap Tour i spędził w nim trzy dni maillot jaune przed zdobyciem tytułu olimpijskiego i Grand Prix de Montreal.

„Złoty Greg”, jak go teraz nieuchronnie nazywano, wszedł w fazę imperialną. Następnej wiosny wygrał Omloop, E3 Harelbeke, Gent-Wevelgem i Paris-Roubaix. „Jeśli wygrasz, to bardzo miłe uczucie” – powiedział. „Zaczynasz bardziej wierzyć w siebie, a także inni ludzie bardziej w ciebie wierzą, a to bardzo pomaga”.

Wszystko – no cóż, prawie wszystko – poszło po jego myśli. Ronde oczywiście na zawsze pozostanie poza zasięgiem, a rok 2017 był dla niego prawdopodobnie najlepszą okazją do triumfu w Oudenaarde. Zamiast tego musiał zadowolić się irytującym drugim miejscem. Chociaż wyścig zostanie zapamiętany dzięki zwycięstwu jego starego rywala Gilberta w pojedynkę na 55 km, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby Van Avermaet nie upadł na ostatnim podjeździe na Kwaremont po tym, jak kierownica Sagana zaczepiła się o kurtkę widza. Na tak drobnych marginesach zdecydowano o pomnikach.

„Phil był silny, to, co zrobił, było niesamowicie mocne. Ale gdybyś zobaczył, jak blisko byliśmy nawet po katastrofie, myślę, że byśmy go dogonili” – powiedział Van Avermaet, uśmiechając się ze smutkiem na to wspomnienie. Tak to idzie.

Niezależnie od wyniku, domyślne ustawienie Van Avermaeta zostało wypowiedziane cicho i dzięki uprzejmości. Po porażce nigdy nie uniknął zaimprowizowanej sekcji zwłok, która miała miejsce w mediach skupionych wokół autobusu BMC, cierpliwie rozmawiających z reporterami o jego wyścigu po holendersku, francusku i angielsku.

„Myślę, że zawsze pozostawałem sobą” – powiedział Van Avermaet. „Zdałem sobie sprawę, że jestem tylko rowerzystą i nie zamierzam zmieniać świata. W swoim zawodzie byłem całkiem dobry, ale zdałem sobie również sprawę, że każdy ma wartość. Starałem się szanować wszystkich i to, co robią.

Grega Van Avermaeta

(Zdjęcie: Getty Images)

Van Avermaet od samego początku swojej kariery odnosił sukcesy, wygrywając etap swojego pierwszego wyścigu, Tour of Qatar. Na początku swojej pracy w Lotto rywalizował o przywództwo z Philippe’em Gilbertem i to napięcie przekonało go do przeniesienia się do BMC w poszukiwaniu większej wolności. W pewnym momencie zastanawiał się nawet, czy jego przyszłość wiąże się z Ardennes Classics i dał odważny pokaz podczas Liège-Bastogne-Liège w 2011 roku.

Jak na ironię, późniejsze przybycie Gilberta do BMC ugruntowało upodobanie Van Avermaeta do bruku, a kierownictwo zdecydowało się podzielić kalendarz wyścigów klasycznych pomiędzy dwóch mężczyzn, zamiast pozwalać, aby deptali sobie nawzajem po piętach. Van Avermaet zbuduje swoje Springs wokół Flandrii i Roubaix, podczas gdy Gilbert skupi się na Ardenach.

W tamtych czasach Tour of Flanders był wydarzeniem bardziej kontrolowanym niż obecnie. Droga do zwycięstwa prowadziła zwykle przez Fabiana Cancellarę i Toma Boonena, a wyścig wszystkich pozostałych zdawał się toczyć w cieniu Wielkiej Dwójki. Szczególnie w zenicie Cancellary wydawało się, że peleton spędził większość wyścigu, przygotowując się na nieunikniony atak w końcówce.

Od czasu do czasu jeźdźcy mówili o próbie przewidzenia jego ofensywy. Van Avermaet jako jeden z nielicznych zadziałał zdecydowanie pod wpływem impulsu i zaatakował z dystansu podczas Ronde 2014. W dzisiejszych czasach pozostali pretendenci poczuliby się zmuszeni do podjęcia takiego ruchu. Wtedy Van Avermaet był sam z przodu. Cancellara ostatecznie dotarł do mety i wygrał sprint czterech zawodników, a Van Avermaet musiał zadowolić się drugim miejscem.

„Dzisiaj jeźdźcy są trochę inni i jeżdżą wcześniej” – powiedział. „Kilka lat temu próbowałem wystartować wcześniej, ponieważ czułem, że jestem silniejszy, gdy wyścig był człowiekiem przeciwko człowiekowi. Ale nikt się do mnie nie przyłączał, bo inaczej mieliby ze sobą słabszych chłopaków. W ten sposób donikąd nie dojdziesz, więc będziesz wyglądać jak ten głupi facet.

„Ale obecnie, kiedy odchodzi dobry facet, inni dobrzy podążają za nim. A potem jest już całkiem prosto. Jeśli dobrzy ludzie odejdą i będą jeździć razem, reszta nie będzie w stanie za nimi nadążać. Myślę więc, że mentalność wyścigów nieco się zmieniła. Jeśli w klasykach wybierzesz odpowiedni moment i masz ze sobą dwóch dobrych zawodników, możesz zajść bardzo daleko. Myślę jednak, że przyzwyczailiśmy się do tego trochę częściej, ponieważ wtedy najważniejsi goście nie byli w stanie się ruszyć. To była trochę szkoda.”

Jednak zanim zaczęto ścigać się w klasykach w preferowany przez Van Avermaeta sposób, jego własne siły słabły, nawet jeśli nadal pozostawał w czołówce aż do trzydziestki, gdy litery na jego koszulce zmieniły się z BMC na CCC do AG2R.

Nawet w 2021 r., kiedy flamandzkie oczekiwania pokładano w młodszych mężczyznach, takich jak Wout van Aert i Jasper Stuyven, Van Avermaet pojawił się jako najlepszy belgijski zawodnik na mecie Ronde, zajmując trzecie miejsce i zdobywając czwarte i ostatnie miejsce na podium w wyścigu, którego pragnął ponad wszystko inne . Oczywiście nigdy nie wygrałby Tour of Flanders, ale już dawno pogodził się z tym faktem. Nigdy nie składanie broni pod Ronde, najpierw przeciwko Boonenowi i Cancellarze, a potem przeciwko Van der Poelowi i innym, było zwycięstwem samym w sobie.

„Zrobiłem rzeczy, o których nawet nie marzyłem” – powiedział Van Avermaet. „Byłem w żółtej koszulce podczas Tour – dla mnie to było trochę szaleństwo – wygrałem igrzyska olimpijskie i miałem wszystko, co przyszło potem. Ciężko na to pracowałem, ale wszyscy ciężko pracują, więc trzeba też mieć szczęście i talent. Ale każdego dnia dawałem z siebie wszystko, a kiedy to robisz, nie możesz żałować. Powinieneś być po prostu zadowolony z siebie i patrzeć wstecz na wspaniałą karierę.

Van Avermaet rozmawiał z Kolartwo.info wieczorem w dniu Grand Prix de Québec, mniej więcej na miesiąc przed swoim ostatnim zawodowym wyścigiem w Paris-Tours.

W tym momencie spokojnie oświadczył, że nie planuje skupiać się na pełnoetatowych wyścigach na szutrowym torze, który stał się popularnym ośrodkiem przejściowym dla odchodzących na emeryturę zawodników, od Nicolasa Roche’a po Alejandro Valverde.

Jednak zaledwie dwa tygodnie po Paris-Tours ponownie osiągnął dobry wynik, biorąc udział w szutrowym triatlonie w Gironie i wygrywając go. Nawet jeśli kariera kończy się bez żalu, swędzenie zwykle pozostaje.

„Mam nadzieję, że w przyszłym roku wystartuję w kilku wyścigach szutrowych” – wyznał. „Ale jeśli chcesz znowu czynić dobro, musisz znowu zacząć trenować, znowu przepracowując dwadzieścia godzin tygodniowo. Nie wiem, czy jestem na to gotowy. Ale na pewno nadal będę jeździć na rowerze.”

Dołącz do Kolartwo.info

(Źródło zdjęcia: Przyszłość)

Dodaj komentarz