Evenepoel triumfuje na szczycie Fóia na Volta ao Algarve

Remco Evenepoel, młody belgijski kolarz, walczył o zwycięstwo na szczycie Alto do Fóia, w niezwykle trudnym wyścigu Volta ao Algarve. Niestety, mimo swoich wysiłków, nie udało mu się powtórzyć sukcesu sprzed czterech lat. Jak przebiegał jego pojedynek z Danim Martínezem i jakie plany ma na kolejne etapy? Oto relacja z wyścigu w Portugalii.

Niedaleko szczytu wspinaczki Alto do Fóia pomnik Remco Evenepoela upamiętnia jego przełomowe zwycięstwo w 2020 r. na najtrudniejszym podjeździe Volta ao Algarve, a jego lewe ramię uderza w niebo, co ponadczasowo przypomina jego pierwsze w historii zwycięstwo na mecie na szczycie góry.

Cztery lata później, według tego samego scenariusza, gdy gęsta mgła spowijała szczyt odsłoniętego, bezdrzewnego podjazdu, a gwałtowny atlantycki wiatr i okazjonalnie ulewne deszcze wywoływały dreszcze wśród fanów wyścigu, Belg nie był w stanie powtórzyć swojego salutu zwycięstwa jedną ręką.

Zamiast tego kolarz Soudal-QuickStep musiał zadowolić się przekroczeniem linii mety na drugim miejscu za Danim Martínezem (Bora-Hansgrohe) po dwukrotnym sprinterskim pojedynku z Kolumbijczykiem i obrońcą tytułu Volta ao Algarve.

Jednak pomimo swojej porażki, gdy rozmawiał z dziennikarzami podczas rozgrzewki, osłonięty przed wichurą i zimnem, jakie towarzyszyły szczytowi, pod portykiem lokalnego sklepu z rękodziełem, Evenepoel wyróżnił wiele pozytywów tego dnia. Obejmowały one między innymi występ, podczas którego jego zespół przebiegł cały bieg na ostatnich 20 kilometrach i zajął w sumie drugie miejsce, cztery sekundy za Martínezem.

Daje mu to doskonałą pozycję do walki o czołowe miejsce na kluczowych etapach weekendu, w niedzielnej jeździe na czas i w niedzielę na krótkim, ostrym podjeździe Alto de Malhao.

„Jestem zadowolony z drugiego miejsca, jestem zadowolony. Zespół wykonał mnóstwo naprawdę dobrej pracy” – powiedział dziennikarzom.

„Przy silnym wietrze i silnej ucieczce wszystko potoczyło się nieco inaczej, niż sobie wyobrażałem.” Z tej ucieczki ostatni ocalały, długoletni zawodnik Giro d’Italia 2023, Andreas Leknessund (Uno-X Mobility), został jedynie złapany siedem kilometrów od linii.

„Najsilniejsi byli na mecie, a jedyny błąd, jaki popełniłem, to zbyt wcześnie wystartowałem do ostatniego sprintu, na 300 metrów przed metą. Ale chciałem zaskoczyć pozostałych chłopaków.

„Ale utrata kilku sekund premii czasowej nie jest katastrofą. Obydwa ostatnie etapy wyścigu są dla mnie bardzo dobre, a teraz muszę tylko przebrnąć przez piątkowy etap, aby być dobrze przygotowanym na weekend”.

Evenepoel złożył hołd Martínezowi, jaki rozegrał go na mecie, wytrącając go z równowagi po tym, jak „zamknął przed nim drzwi” w sprincie. „To nie był problem, to było inteligentne z jego strony” – powiedział.

„Gdybym jechał za kierownicą (kolegi z drużyny) Mikela (Landy), a nie Seppa Kussa, być może miałbym dzisiaj większe szanse. Ale tego rodzaju automatyzmu Mikel się nauczy, zarówno na ostatnim etapie (również na podjeździe), jak i podczas lata.

„Próbowałem dodać drugie przyspieszenie, ale Martínez jest nieco bardziej wybuchowy niż ja, szczególnie podczas sprintu pod górę. Miałem wrażenie, że na ostatnich metrach byłem jeszcze bliżej, ale dzisiaj był po prostu silniejszy.

Choć Landa w ostatnim biegu na metę nieco stracił synchronizację, Bask mimo wszystko był obecny dokładnie tam, gdzie powinien, na szczycie wspinaczki, podczas jego pierwszego w historii wyścigu etapowego z nowym zespołem.

Na końcowych kilometrach obecni byli także długoletni zawodnicy Soudal-QuickStep, Mattia Cattaneo i James Knox, a Knox szczególnie dużo pracował na Foia.

„Cattaneo i Knox wykonali świetną robotę” – stwierdził później Evenepoel – „i widzieliśmy, że zespół zdecydowanie pracuje dobrze.

„To smutne, że jako jedyni pracujemy przez cały dzień, a potem nie jesteśmy w stanie tego dokończyć. Ale tak to jest, nie można wygrać wszystkiego. Musimy zadowolić się tym, co zrobiliśmy”.

Dodaj komentarz