Brandon McNulty olimpiada: US cycling and time trial

Amerykański kolarz Brandon McNulty podpisał długoterminowy kontrakt z UAE Team Emirates do końca 2027 roku, zdecydowany pozostać wierny swojemu obecnemu zespołowi. Pomimo ograniczeń w możliwościach prowadzenia zespołu w najważniejszych wyścigach, McNulty uważa, że jego współczesny zespół posiada bezpieczeństwo i doskonałą atmosferę doskonalenia. Liderem drużyny jest Tadej Pogačar, ale McNulty wciąż widzi w nim potencjał. Jako specjalista od jazdy na czas, McNulty ma nadzieję na medal na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku, choć jego droga do tego wielkiego dnia nie została jeszcze ustalona.

Brandon McNulty nie musiał się nad tym długo zastanawiać. Pozostał mu jeszcze rok do końca kontraktu z UAE Team Emirates, ale kiedy latem ubiegłego roku zespół zaproponował długoterminowe przedłużenie, nie widział powodu, by się sprzeciwiać. Amerykanin podpisał kontrakt na przerywanej linii, wiążąc się ze składem Tadeja Pogačara do końca 2027 roku.

Obecność Pogačara, nie wspominając o takich talentach jak João Almeida, Adam Yates i Juan Ayuso, oznacza, że ​​możliwości prowadzenia zespołu w najważniejszych wyścigach są ograniczone, ale McNulty’ego nie kusiła myśl o większej swobodzie gdzie indziej.

Z drugiej strony, być może, jak chciałby Kris Kristofferson, wolność to po prostu inne określenie oznaczające, że nie ma nic do stracenia. Po rozważeniu tego wszystkiego McNulty doszedł do wniosku, że pozostając w jednej z dwóch superpotęg współczesnego peletonu, można zyskać znacznie więcej.

„To bezpieczeństwo i to naprawdę dobry zespół. Zawsze się doskonalą i myślę, że też we mnie bardzo wierzą” – wyjaśnia McNulty. „Czuję się tu komfortowo.”

McNulty przyzwyczaił się do rytmu zespołu, odkąd dołączył do zespołu z Rally przed sezonem 2020. Z kolei UAE Team Emirates wydają się szczęśliwi, mogąc pozwolić McNulty’emu być McNulty, gdy tylko nadarza się okazja. Ich elastyczność rozciąga się na przyznanie mu zwolnienia z obozów wysokościowych po tym, jak młodzieńcze doświadczenia związane ze szkoleniem na wysokości mili sprawiły, że był raczej wyczerpany niż uzupełniony.

„Jako junior wspiąłem się na wysokość i zawsze potem czułem się gorzej, co jest dziwne. Wolałbym, żeby tak nie było” – mówi McNulty. „Czuję jednak, że jestem odstający, więc może częściowo dzieje się to w mojej głowie i powinienem starać się robić to częściej”.

Brak obozu wysokościowego z pewnością nie przeszkodził McNulty’emu w jego samotnej Wielkiej Trasie w 2023 r., Giro d’Italia, gdzie wygrał porywający etap do Bergamo przed Benem Healym, ani nie był przeszkodą, gdy zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej jazda na czas na Mistrzostwach Świata w Szkocji. Uważa te dwa występy za najważniejsze w swojej dotychczasowej karierze.

Zamiast zamykać się ze swoim zespołem w europejskim ośrodku narciarskim, McNulty spędził większość okresu między Giro a Mistrzostwami Świata na otwartych przestrzeniach Arizony, z krótką przerwą w Tennessee, aby zdobyć tytuł mistrza USA w jeździe na czas. Niezależnie od względnych zalet treningu w powietrzu, 25-latek wydaje się bardziej przekonany o korzyściach płynących ze spędzania czasu na rodzimych drogach.

„Zawsze mówiłem zespołowi, że czuję, że mogę naprawdę dobrze trenować w domu, po prostu robiąc swoje, i czuję, że w pewnym sensie to udowodniłem, ponieważ prawie za każdym razem, gdy spędzam długi okres w domu, wyjechać i ścigać się całkiem nieźle, więc we mnie wierzą” – mówi McNulty.

„Latem w Arizonie jest dość gorąco i zawsze po jeździe w upale zawsze czułem się całkiem nieźle. Nie wiem, czy to kwestia mentalna, czy realna, choć z pewnością istnieją badania, które mówią, że jest to korzystne. Nie wiem, ale wydaje się, że to zawsze działa.

McNulty ma nadzieję, że to doświadczenie posłuży jako wskazówka na przyszłe lato, kiedy jego myśli będą najważniejsze w jeździe na czas na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Pomimo tego, że zdobył cztery medale w jeździe na czas Mistrzostw Świata w kategorii juniorów i poniżej 23 dni, nie osiągnął jeszcze takich samych sukcesów w tej dyscyplinie na poziomie seniorów.

Nawet na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, gdzie spisał się imponująco, zajmując szóste miejsce w trudnym wyścigu szosowym, cztery dni później zmęczony McNulty spadł na rozczarowujące 24. miejsce w jeździe na czas.

Po tylu rozczarowaniach w tym wielkim dniu czwarte miejsce McNulty’ego na Mistrzostwach Świata 2023 w Szkocji dało mu powody, by wierzyć, że medal na igrzyskach olimpijskich następnego lata jest w zasięgu ręki.

„Jestem specjalistą od jazdy na czas, ale w ciągu ostatnich kilku lat coś mi się nie udało” – przyznaje McNulty. „Czasami brałem udział w Mistrzostwach Świata i nie szło mi najlepiej, więc wreszcie dobrze się przejechałem i byłem tam na szczycie, co było dla mnie satysfakcjonujące”.

Dobra jazda to tylko część historii. Właściwy sprzęt, zawsze ważny czynnik w jeździe na czas, stał się w ostatnich sezonach coraz ważniejszy. McNulty twierdzi, że stale rosnące średnie prędkości opowiadają własną historię.

„Każdego roku próby czasowe stają się coraz szybsze” – mówi. „Kilka lat temu średnia prędkość wynosząca 50 km/h oznaczała, że ​​prawie można było wygrać lub przynajmniej znaleźć się w pierwszej piątce lub szóstce, podczas gdy obecnie jest to 55–56 km/h. A więc to była najważniejsza rzecz: wybranie wszystkiego.

McNulty jest zbyt uprzejmy – a może po prostu zbyt profesjonalny – aby publicznie narzekać na swoje poprzednie ustawienia, ale jego oczywista frustracja związana z przekroczeniem granicy w jeździe na czas podczas zeszłorocznego wyścigu Volta ao Algarve powiedziała własną historię. Nie był jedyny. Pod koniec 2022 roku zespół ZEA Team Emirates zdecydował się na zmianę dostawców grup sprzętowych, opon i kół i wydawało się, że zmiany przyniosły korzyści zegarkowi.

„Cały sport z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem, ale obecnie próby czasowe przypominają raczej wyścig zbrojeń” – mówi McNulty. „W pewnym sensie może to być frustrujące, ale myślę, że to wszystko jest tego częścią”.

Chociaż McNulty ma większą jasność co do maszyny, której użyje 27 lipca, jego droga do tego wielkiego dnia nie została jeszcze ustalona.

Na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio forma McNulty’ego po Tour de France zapewniła mu szybki wzrost w wyścigu szosowym, ale ciążył na nim brak specjalnego przygotowania w jeździe na czas. Dane z tegorocznych Mistrzostw Świata na początku sierpnia były podobne: w wyścigu szosowym nagradzani byli kolarze, którzy przybyli bezpośrednio z Touru, podczas gdy w jeździe na czas dominowali mężczyźni, którzy podobnie jak McNulty dostosowali swoje przygotowania do zawodów.

„Wyglądało na to, że jazda na trasie pomogła w wyścigu szosowym, ale w jeździe na czas nie pomogła” – mówi McNulty. „Po tym, jak w końcu zobaczyłem, że potrafię dobrze pojechać jazdę na czas na Mistrzostwach Świata, chciałbym móc to osiągnąć (na igrzyskach olimpijskich), ale trudno jest to ustalić w czasie, zaraz po Tour”.

Teraz, u progu piątego sezonu na poziomie WorldTour, McNulty przyznaje, że wciąż musi zdefiniować siebie jako kolarza. Jego doświadczenie w jeździe na czas i umiejętności wspinaczki czynią go oczywistym kandydatem w krótszych wyścigach etapowych, choć pojawiły się przebłyski – zwłaszcza podczas jego debiutanckiego Giro w 2020 r. – długoterminowego potencjału w trzytygodniowych zawodach, jeśli kiedykolwiek nadarzy się okazja .

Z drugiej strony w 2022 roku McNulty zasugerował, że jest skłonny do mniej cierpliwej formy wyścigów, serią niezwykłych ataków z dużej odległości, które zapewniły mu indywidualne zwycięstwa w Trofeo Calvia, Faun-Ardèche Classic i, co najważniejsze, w na surowej scenie Paryża-Nicei.

Kiedy w 2023 roku pojechał na Giro, jego wyraźnym celem było pogoń w podobny sposób za zwycięstwami etapowymi, podczas gdy klasyfikacja generalna była zadaniem Almeidy i Jaya Vine’a.

„Nadal czuję, że próbuję dowiedzieć się, jakim jestem jeźdźcem. To znaczy staram się być kolarzem GC, ale czasami mam naprawdę dobre próby czasowe, a czasem dobrze radzę sobie w jednodniowych wyścigach” – mówi McNulty. „Może przyszły rok będzie okazją do poznania wyścigów innych niż tylko wielkie, tygodniowe wyścigi etapowe i tak dalej. Wciąż próbuję się rozwijać.

„Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jazda na czas nadal będzie moją specjalnością. Ale czuję, że pagórkowate etapy zawsze mi odpowiadają, a jeśli przechodzę przez wyścigi, które wygrałem, zawsze mam ten sam profil – podjazd, podjazd, podjazd, a potem zjazd do mety. Myślę, że to są moje mocne strony, ale zawsze staram się wszystko ulepszyć, więc zobaczymy.

Okoliczności ograniczyły doświadczenie McNulty’ego w Ardennes Classics, które może ulec zmianie w 2024 r., a pewny sposób, w jaki wysłał Healy’ego do zwycięstwa w Bergamo na Giro, rozbudził w nim entuzjazm do pomysłu ścigania się w Il Lombardia z zamiarem zdecydowania.

„Zdecydowanie chciałbym spróbować przejechać się na jednodniowym rajdzie w przyszłym roku” – mówi. „Wystartowałem w Liège, ale jednego roku byłem chory, a drugiego miałem poważny wypadek, więc nie szło mi najlepiej. Podobnie jest z Il Lombardia”.

Ostatecznie jednak duża część harmonogramu wyścigów McNulty’ego na rok 2024 będzie zależeć od tego, czy zostanie on oddelegowany do służby Pogačara podczas Tour de France, czy nie.

Biorąc pod uwagę jego olśniewający występ w barwach Słoweńca na torze Peyragudes w 2022 r., z pewnością zaskakującym było wysłanie McNulty’ego na Giro w 2023 r., nawet jeśli postrzegał zmianę programu jako szansę, a nie degradację.

„Mamy tak dobry zespół, że pozwolił mi pojechać na Giro, abym brał udział w określonych etapach i starał się pomóc Almeidzie, gdzie tylko mogłem. Tak naprawdę nie wiem, co będę robić w przyszłym roku, ale w tym roku pojechałem na Giro i to był sukces” – mówi McNulty.

Ponieważ Pogačar walczy o odebranie korony Jonasowi Vingegaardowi, można sobie wyobrazić, że Zjednoczone Emiraty Arabskie uzupełnią swój skład w lipcu przyszłego roku. Zarówno Almeida, jak i Ayuso zasygnalizowali już zainteresowanie debiutem w Tour de France, więc okaże się, gdzie McNulty zajmie się w trzytygodniowych planach zespołu.

Niezależnie od tego, czy McNulty wystąpi na Tourze, czy na Giro, pragnie osiągnąć większą spójność w wysokich górach. Najlepszy wynik w jego karierze w przeliczeniu na funt – a raczej najlepszy wynik w przeliczeniu na W/kg na W/kg – osiągnął Col d’Azet i Peyragudes podczas trasy koncertowej 2022, podczas której jedynie Pogacar i Vingegaard mogli utrzymać swój wynik koło, ale McNulty miał problemy następnego dnia, a na dodatek został pokonany wcześniej podczas tej wycieczki.

„Muszę pracować, aby móc to robić przez więcej dni z rzędu, jak każdego dnia” – przyznaje. „To satysfakcjonujące, że udało mi się to zrobić przynajmniej raz i zdecydowanie chcę to zrobić ponownie w przyszłości”.

26-letni McNulty zdecydowanie wpisuje się w przyszłość amerykańskiego kolarstwa, ale jest także łącznikiem z zanikającą przeszłością. Kiedy w 2016 roku zdobył tytuł mistrza świata juniorów w jeździe na czas w Doha, zaskakująco zdecydował się nie przenosić bezpośrednio do Europy w celu kontynuowania kariery zawodowej, woląc zamiast tego podpisać kontrakt z Rally Cycling. Pomimo ciągłego zainteresowania ze strony zalotników WorldTour, spędził w drużynie trzy pełne sezony, preferując program, który pozwolił mu rozwijać się we własnym tempie, przełączając się między wyścigami po obu stronach Atlantyku.

„To był prawie jeden z ostatnich lat, w których można było mieć pełny kalendarz, w tę i z powrotem” – mówi McNulty o swoim czasie spędzonym w Rally.

„Teraz jest tak, jakbyś miał tylko dwa lub trzy wyścigi na elitarnym poziomie w Ameryce, a cała reszta rozgrywała się w Europie. Zdecydowanie jest inaczej.”

Skład, przemianowany później na Human Powered Health, na przestrzeni lat pomógł kilku Amerykanom z Ameryki Północnej w wystartowaniu w WorldTour, w tym Seppowi Kussowi, Michaelowi Woodsowi i Benowi Kingowi, ale wycofanie się z programu dla mężczyzn opadło pod koniec sezonu 2023. Ich śmierć pozbawia Stany Zjednoczone męskiego zespołu ProTeam, a liczba krajowych wyścigów szosowych znacznie się skurczyła w latach dwudziestych XXI wieku, począwszy od głównych porażek w Tour of California, Tour of Utah i Colorado Classic.

Punkt wyjścia dla tak wielu amerykańskich karier drogowych stale zanika. Ambitni młodzi jeźdźcy w Stanach Zjednoczonych mają teraz wybór między przeprowadzką do Europy jako nastolatki a ściganiem się w programie wymagającym żwiru w swoim rodzinnym kraju. W pewnym sensie McNulty i jego współczesny Kuss są ostatnimi przedstawicielami pokolenia. Jakby dla podkreślenia faktu, pod koniec zeszłego roku zakończyła działalność drużyna rozwojowa LUX Cycling Roya Knickmana, w której McNulty ścigał się jako junior.

„Widzenie, jak Rally znika, jest bardzo smutne” – mówi McNulty. „To trudne, ponieważ kiedy mieliśmy więcej wyścigów w USA, było mniej talentów. Teraz mamy naprawdę dobrych jeźdźców – grupę jeźdźców, którzy mogą osiągnąć dobre wyniki, a także kilku dobrych jeźdźców, którzy będą w przyszłości – ale poza Maryland nie mamy żadnych wyścigów w USA.

„Naprawdę mam nadzieję, że wróci więcej wyścigów, ale jest to trudne. Tak naprawdę nie wiem wszystkiego, dlaczego i co się za tym kryje, ale byłoby miło. Nawet mniejsze rasy znikają. Nie wiem, czy nazwałbyś to spływaniem czy spływaniem, ale wszystko znika. To trochę smutne.”

A jednak tu i teraz są powody do nadziei. Sepp Kuss zaskoczył wszystkich, w tym swoich liderów Jumbo-Visma, wygrywając Vuelta a España. „To naprawdę nieprzewidywalny sport” – uśmiecha się McNulty, a Matteo Jorgenson i Neilson Powless należeli do wybitnych zawodników sezonu.

Tymczasem McNulty kontynuował swoją ścieżkę wzrostową. Będzie oczekiwać więcej w 2024 r. „Być może z każdym rokiem poprawa jest coraz mniejsza, ale czuję, że wciąż czuję się coraz lepiej” – mówi. „Mam nadzieję, że jest jeszcze miejsce na poprawę”.

Dodaj komentarz